Co czeka firmy po pandemii?

31.03.2021 | Magazyn nr 38

Home 5 THINKTANK REVIEW 5 Magazyn nr 38 5 Co czeka firmy po pandemii?

 

Nadzieja, ale i ogromne wyzwanie. Być może już w drugiej połowie tego roku, a najpóźniej za rok dzięki szczepieniom pandemia przyhamuje i firmy zaczną wracać do normalności. Najwyższa pora, żeby ten proces zaplanować. Ile z tego, co jest dziś nazywane „new normal” rzeczywiście się przyjmie? Jakie nowe bariery stworzył biznesowi koronawirus? Jak zaplanować produkcję i usługi tak, aby się rozwijać w tych nowych czasach?

 

Światowa gospodarka przeżywa najgłębszą recesję od czasu II wojny światowej. Według szacunków Banku Światowego globalny PKB spadł w ubiegłym roku o 4,3 proc. W Polsce było nieco lepiej, ale ten niższy spadek (wg szacunków 2,6-3 proc.) nie oznacza, że wychodzenie z kryzysu będzie łatwiejsze.

We wszystkich krajach rządy zwiększyły wydatki, aby złagodzić skutki zamknięcia gospodarek. Te działania wspierały banki centralne, które obniżyły stopy procentowe i skupowały aktywa swoich banków komercyjnych, aby wprowadzić więcej pieniędzy do systemu finansowego i tym samym skłonić firmy i konsumentów do brania kredytów. Jednak w niewielu państwach się to udało. W ubiegłym roku przedsiębiorcy i klienci ograniczali się tylko do niezbędnych inwestycji i zakupów. Tylko ci z nich, którzy weszli w pandemię w dobrej kondycji, mają nadpłynność. Sytuacja większości uczestników rynku wyraźnie się pogorszyła.

 

Straty naszej gospodarki

Według badań Konfederacji Lewiatan z grudnia 2020 r. średnio aż 84 proc. przedsiębiorstw w Polsce uważało, że w mijającym roku doszło do pogorszenia się warunków prowadzenia biznesu. Najtrudniej było firmom małym i średnim, bo takiego zdania było aż 91 proc. z nich. Wśród dużych – tylko połowa. Jeśli chodzi o ocenę perspektyw na ten rok, oceny są odwrotne. Optymistyczne nastawienia ma 68 proc. dużych przedsiębiorstw, 55 proc. średnich i tylko 39 proc. małych. Z pesymizmem patrzyło w przyszłość 58 proc. firm małych, 44 proc. średnich i 32 proc. dużych.

Polski Instytut Ekonomiczny zbadał natomiast sytuację finansową firm mikro- i małych. W porównaniu z poprzednim rokiem pogorszyła się ono znacząco. W 2020 r. odsetek mikrofirm (do 9 pracowników) wskazujących na złą i bardzo złą sytuację wzrósł z 5 proc. do 21 proc., a w przypadku firm małych (10-49 pracowników) z 4 proc. aż do 24 proc. W 2020 r. swoją sytuację finansową jako dobrą oceniło 39 proc. firm mikro-, a rok wcześniej było ich 58 proc.  Wśród małych te wskaźniki wynoszą odpowiednio 40 i 70 proc.

Niska samoocena sytuacji finansowej firm jest m.in. skutkiem oddziaływania barier, które utrudniają im działalność od dawna. Polowa firm wymienia wśród nich rosnące koszty zatrudnienia, zatory płatnicze, wzrost cen surowców, brak własnych środków na rozwój i trudności w pozyskaniu ich z zewnątrz.

Z Szybkiego Monitoringu NBP wynika, że niemal połowa respondentów skorzystała z co najmniej jednego instrumentu wsparcia finansowego – najczęściej ze środków dostępnych w ramach tarczy finansowej PFR. To znaczy, że druga połowa nie skorzystała. I brakuje danych, jakiej części tych firm, które dostały pomoc, pomogła ona przetrwać.

Trzeba oczywiście pamiętać, że pandemia się nie skończyła. Załóżmy, że ograniczenia i blokady działalności gospodarczej potrwają tylko do końca tego roku. Ale to i tak znacznie pogorszy jeszcze sytuację przedsiębiorstw. Te, które sobie jeszcze jakoś dotąd radziły, popadną w kłopoty. Tym, które są teraz w kłopotach, może zagrozić bankructwo.

 width=

 

Czy wzrosną podatki?

Pora się zastanowić, jakie będą konsekwencje ogromnych pakietów ratunkowych dla gospodarek dotkniętych pandemią. Prawie w żadnym kraju to nie były pieniądze wyciągnięte ze skarbonek, tylko zostały pożyczone. Od kogo? Od nas wszystkich. Od obecnych i przyszłych pokoleń.

Gospodarcze żniwo pandemii to nie tylko koszt pakietów ratunkowych. Wskazują na to dalecy od lekkomyślności eksperci: Lawrence Summers, były sekretarz skarbu USA i dyrektor National Economic Council oraz David Cutler, ekonomista z Harvard University. Policzyli oni, że Stany Zjednoczone ten kryzys będzie kosztować ponad 16 bilionów dolarów, czyli ok. 90 proc. rocznego PKB kraju. Przekłada się to na stratę prawie 200 tys. dolarów dla czteroosobowej rodziny. „Około połowa tej kwoty to utracony dochód z recesji wywołanej przez COVID-19; pozostała część to ekonomiczne skutki krótszego i mniej zdrowego życia” – twierdzą autorzy.

Konsekwencje dla Polski? OECD wyliczyła, że gdybyśmy chcieli utrzymać obecny poziom długu publicznego (a mamy kotwicę konstytucyjną – 60 proc.) i nie ograniczać wydatków (nie możemy, bo większość z nich jest sztywna), to władze będą musiały w ciągu 40 lat zwiększyć wpływy podatkowe. O ile? O równowartość 15 proc. całego PKB. Nasz dług będzie przy tym narastał w miarę pogarszania się sytuacji demograficznej.  Spośród wszystkich 37 krajów rozwiniętych należących do tej organizacji tylko Słowacja musiałaby podnieść podatki jeszcze bardziej.

Oczywiście prognoza na tyle lat do przodu może nie być dokładna. O przesunięciu konstytucyjnej granicy zadłużenia właśnie dyskutują ekonomiści, choć to trudne, no i dług wzrośnie. Straty demograficzne mogliby uzupełnić imigranci, ale przy polityce obecnego rządu to chyba jeszcze trudniejsze. Jednak żaden z tych sposobów nie zadziała jak czarodziejska różdżka. Pandemiczne długi i tak trzeba będzie spłacać. A dla firm oznacza to wysokie prawdopodobieństwo wzrostu podatków.

 width=

Ożywienie będzie, ale krótkotrwałe

Dotknięte pandemicznymi ograniczeniami i strachem społeczeństwa mają coraz bardziej dość. Co się zatem stanie po zaszczepieniu 70 proc. Polaków? My prognozujemy hałaśliwe odreagowanie. Prawdopodobnie z wielkim entuzjazmem większość Polaków ruszy na zakupy. Będziemy chcieli podróżować, jeździć w miejsca odległe i egzotyczne, ale też na nowo zwiedzać kraj. Będziemy kupować samochody, sprzęt AGD, ubrania, zapewne drogie alkohole. Częściej niż kiedykolwiek wcześniej zapełnimy restauracje i zintensyfikujemy weekendowe wypady.

Według danych Eurostatu oszczędności gospodarstw domowych w Polsce wzrosły w 2020 r. o 90 mld zł w porównaniu do roku poprzedniego. Polacy mają teraz najwięcej odłożonych pieniędzy od 20 lat, w sumie ponad bilion złotych. Z innych badań wynika, że połowa z nas ogranicza się teraz tylko do niezbędnych zakupów. Dlatego kiedy zostanie ogłoszony koniec zagrożenia, klienci ruszą do sklepów i firm usługowych. Ale nie wszyscy. Dziś 70 proc. z nas ma jakieś odłożone środki, ale tylko ok. jednej piątej wystarczyłyby one na rok.

Jak to często bywa w kryzysach, w trakcie pandemii więcej pieniędzy zgromadziły osoby i tak już zamożne. Ci zdecydują się raczej na zakupy nieruchomości i innych aktywów, które zabezpieczą ich pieniądze przed inflacją oraz kolejnymi kryzysami ekonomicznymi. Tym niemniej w przeciwieństwie do niektórych ekspertów prognozujemy, że po pandemii szał zakupów będzie masowy. Firmy z jakich branż mogą liczyć, że na tym skorzystają? Na pewno hotele, firmy turystyczne, gastronomiczna, odzieżowe, motoryzacyjne oraz producenci i sprzedawcy wysokiej jakości artykułów spożywczych.

Jednak to ożywienie potrwa naszym zdaniem rok, może dwa. Na przeszkodzie trwałej prosperity staną strukturalne problemy polskiej gospodarki: skromne miejsce w międzynarodowym podziale pracy, wysoki dług publiczny, niska innowacyjność, zbyt niski poziom cyfryzacji, emigracja młodych zdolnych specjalistów, duża liczba firm małych i niezdolnych do szybszego rozwoju, nadmierny wpływ państwa na gospodarkę, w dodatku kreującego dla niej doping popytowy, a nie inwestycyjny. Te problemy ujawnią się w kolejnych latach i sprawią, że o wiele trudniej będzie utrzymać takie tempo rozwoju jak w ostatnich 30 latach.

 

 width=

Jak się zmienią konsumenci?

W dyskusjach o skutkach pandemii i świecie post-covidowym przejawia się nadzieja, że przeżyty wstrząs skłoni wszystkich konsumentów do zmiany ich podejścia do zakupów. Mają się kierować większą dbałością o planetę, o przyszłe pokolenia i własne zdrowie.

Wnioski z licznych badań konsumenckich prowadzonych przed kryzysem są jednak takie, dla 80 proc. Polaków najważniejszym czynnikiem wyboru produktów i usług był stosunek ich ceny do jakości, a dalej łatwość zakupu oraz zaufanie do marki. W realu niska cena, zwłaszcza w okresach promocyjnych zniżek, mobilizowała jeszcze więcej klientów. Z pewnością po pandemii znaczenie kryteriów pozacenowych wzrośnie, ale nie spodziewam się, że zdominują one zakupy. Nastąpi natomiast jeszcze większa polaryzacja Polaków-konsumentów w zależności od skali ich niepokoju o losy planety i od wielu innych czynników. Dla firm oznacza to konieczność zdecydowanie bardziej szczegółowych analiz rynku i głębszej segmentacji klientów oraz budowania bardziej zróżnicowanej, wręcz wysublimowanej oferty.  

Jeśli w zwyczajach konsumenckich po pandemii zajdą jakieś bardziej radykalne zmiany, to będą one oczywiście dotyczyć kanałów zakupowych. Firma KPMG zbadała, że ponad 70 proc. Polaków w czasie pandemii dokonuje zakupów pozaspożywczych online, a połowa z nich nie robiła tego wcześniej. Jedna trzecia z nas kupuje w sklepach internetowych także produkty spożywcze. Według szacunków firmy PMR, handel internetowy w Polsce w 2019 r. wart był ponad 61 mld zł i stanowił ok. 11 proc. całego rynku detalicznego. Z powodu pandemii w ubiegłym roku internetowa sprzedaż wzrosła o rekordowe 26 proc.

To prawdziwa rewolucja, a jej skutki zostaną z nami na zawsze. Nawet jeśli wielu klientów zechce fizycznie zaglądać do sklepów i galerii handlowych z powodów społecznych, to i tak powszechnym zwyczajem stanie się przeglądanie ofert i porównywanie cen w Internecie. To oznacza, że każda firma, która nie jeszcze internetowego kanału sprzedaży, musi go szybko uruchomić. Ta, która ma sklep internetowy, ale traktuje go jako marginalny sposób sprzedaży, powinna go szybko wzmocnić. PMR prognozuje, że w Polsce do 2025 r. jedna piąta zakupów ma się odbywać w Internecie, a zdaniem PayPal w ciągu najbliższych 15 lat e-commerce przewyższy globalną sprzedaż tradycyjną. I warto pamiętać, że sprzedaż internetowa to najłatwiejszy sposób na eksport.  

Przy prognozowaniu strategii sprzedażowych trzeba też uwzględnić, że mniej zamożni konsumenci odczują spadek swojej siły nabywczej. Ich zasoby będą topniały, bo rząd do spółki z NBP gra na zmniejszanie długu publicznego poprzez stosunkowo wysoką inflację i niskie stopy procentowe. Dla całego zresztą świata skutkiem pandemii będą wolniejsze inwestycje, dłuższa transformacja energetyczna i cyfrowa, a więc i słabsze szanse na powstrzymanie katastrofy klimatycznej.

 width=
Cyfryzacja gwałtownie przyspieszy

Chociaż niemal każda firma w kraju korzysta z jakiegoś narzędzia informatycznego, to tylko niewielka ich część jest naprawdę scyfryzowana. Wiele firm ma wiele różnych narzędzi, ale niewielka ich część bezproblemowo ze sobą współpracuje i wymienia zbierane dane. A to będzie jedna z największych przeszkód w wykorzystywaniu pełnego potencjału rozwiązań analitycznych, uczenia maszynowego i sztucznej inteligencji, na co już przestawiają się liderzy biznesu w Polsce i na świecie.

Cyfryzacyjne zapóźnienia naszych firm potwierdza przeprowadzone już w trakcie pandemii badanie Business Centre Club i Engave SA wśród 1800 pracodawców – indywidualnych członków BCC. Aż 60 proc. z nich oceniło swój stopień digitalizacji jako podstawowy lub średni, a jedynie 15 proc. jako zaawansowany. Tylko 5 proc. badanych firm korzysta z Business Intelligence, czyli zaawansowanej analityki biznesowej, a w najbliższych latach właśnie to będzie najważniejszym sposobem na osiąganie przewagi konkurencyjnej.  

Eurostat podawał, że w 2019 r. tylko 14 proc. firm w Polsce prowadziło sprzedaż przez Internet (w Irlandii – 36 proc.). Z opublikowanego w lutym tego roku raportu z badania „Polski rynek B2B vs Cyfrowy Megatrend”, przeprowadzonego przez agencję badawczą CubeResearch i firmę Unity Group wynika, że lepiej jest w segmencie business to business. Aż 80 proc. firm prowadzi sprzedaż online, ale tylko jedna piąta z nich osiąga tą drogą więcej niż 10 proc. obrotów. Ale i tu ponad połowa badanych firm nie posiada żadnej strategii transformacji cyfrowej.

W sumie jest źle, a to oznacza, że szefostwo każdej firmy w Polsce powinno zaplanować prawdziwą rewolucję informatyczną. Nie tyle chodzi o zakup kolejnych rozwiązań IT, co o zasadniczą zmianę podejścia w przedsiębiorstwach. Technologie cyfrowe przestają bowiem odgrywać rolę pomocniczą, a stają się siłą napędową celów biznesowych. To zjawisko nie ominie oczywiście Polski. Kto się nie załapie, odpadnie z rynku raczej prędzej niż później. 

Polskie firmy najczęściej tłumaczą, że na cyfryzację brakuje im środków. Skłonność do oszczędzania pieniędzy w okresie niepewności gospodarczej jest oczywista, ale pora zrozumieć, że zaniechanie inwestycji w strategię opartą na digitalizacji skończy się klęską. 

 width=


Największa rewolucja w historii ludzkości  

W połowie ubiegłego roku Ipsos zbadał, ile polskich i europejskich firm używa już sztucznej inteligencji (SI). Średnio na Starym Kontynencie deklaruje korzystanie z niej ponad 40 proc, a w naszym kraju ponad jedna trzecia. Najczęściej są to duże przedsiębiorstwa. Te, które wdrożyły choć jedno rozwiązanie, planują wprowadzać kolejne. Najwięcej wdrożeń mają firmy zajmujące się technologiami informacyjno-komunikacyjnymi, prawie 2/3 chwali się choć jednym takim systemem.

Niestety, są to w większości deklaracje. Realne używanie zwłaszcza zaawansowanych aplikacji SI mających największy potencjał podnoszenia efektywności biznesowej jest jeszcze stosunkowo rzadkie. Większość firm zaczyna od rozwiązań prostych (czatobotów) do obsługi kontaktów z klientami oraz wspierania procesu sprzedaży. Ale także dzięki nim można usprawnić biznes. Firma Forrester Consulting oceniła efekty uzyskane przez trzy firmy w USA korzystające z usługi IBM Watson Assistant. W ciągu 3 lat uzyskały one 337 proc. zwrotu z inwestycji w tę aplikację.   

Sztuczna inteligencja będzie wkrótce wszechobecna w rozwiniętych gospodarkach i zmieni świat biznesu. Największe korzyści przyniesie przedsiębiorstwom dzięki poprawie produktywności, wydajności, automatyzacji i optymalizacji kosztów. Dlatego firmy, które nie zdają sobie sprawy z nadejścia nowej ery i nie przeprojektują swoich modeli biznesowych, przegrają rynkową rywalizację. Bo to nie jest przejściowa moda czy nowinka technologiczna, tylko prawdziwa rewolucja. I nie ma od niej odwrotu.

W bardziej rozwiniętych od polskiej gospodarkach SI usprawnia nie tylko duże firmy, ale coraz częściej trafia też do mniejszych, które nie mają własnych działów IT. To możliwe, bo dostawcy dostarczają im rozwiązania AI-as-a-service, czyli usługi dostarczane w abonamencie. Interfejsy do komunikowania się z systemami SI są bowiem coraz prostsze i nie wymagają wiedzy specjalistycznej, a wiele z nich już reaguje na polecenia głosowe.

Aby skorzystać z jakichkolwiek narzędzi SI, trzeba jednak najpierw zaplanować w firmie skuteczne metody gromadzenia i porządkowanych wszelkich danych: księgowych, produkcyjnych, marketingowych, pracowniczych. Bez tego algorytmy sztucznej inteligencji będą nieprzydatne.

 

Pracowników będzie na razie brakować

Choć z publicznych dyskusji może się wyłaniać inny obraz, to w czasie pandemii zdalnie pracowała mniejszość, a nie większość Polaków. Polski Instytut Ekonomiczny szacuje, że w ub. roku dotyczyło to maksymalnie jednej czwartej wszystkich zatrudnionych. GUS natomiast podaje, że odsetek osób pracujących wyłącznie zdalnie w całej gospodarce spadł we wrześniu 2020 r. do 5,8 proc. z 10,2 proc. w czerwcu. Ponadto 15 proc. pracowało w modelu hybrydowym. Zdecydowanie bardziej na ten rodzaj pracy były otwarte firmy prywatne i – co zrozumiałe – częściej usługowe niż przemysłowe. W krajach OECD średnia dla pracy zdalnej i w modelu hybrydowym wynosiła 40 proc.

Jak będzie po pandemii? Z pewnością będzie się rozwijał przede wszystkim model hybrydowy. Już wiadomo, że praca zdalna może być efektywna, ale jednocześnie pozbawia ona pracowników kontaktu społecznego, co w dłuższym okresie jest niekorzystne dla nich i dla firm.

Przed pandemią wiele branż odczuwało niedobory rąk do pracy. Po pandemii ten problem szybko nie zniknie. W pierwszej kolejności firmy powinny sięgnąć po pozostające poza rynkiem pracy rezerwy:

  • niepracujące dotąd kobiety, którym trzeba jednak zaoferować szkolenia oraz elastyczny system pracy, np. współdzielenie etatów, ruchome godziny pracy
  • osoby 50 plus, które mają wiedzę i doświadczenie, ale brakuje im umiejętności operacyjnych; te można uzupełnić odpowiednio przygotowanymi szkoleniami.

Ale już w ciągu kilku lat odpowiedzią na niedobory pracowników będzie przyspieszona automatyzacja i robotyzacja.  Ten proces dokona się szybciej niż myślimy. Pomoże on częściowo zastąpić ludzi, chociaż mimo powszechnych obaw w najbliższych latach roboty nie zabiorą nam pracy, tylko ułatwią pozbycie się czynności powtarzalnych i uciążliwych. Co będzie potem, trudno jednoznacznie prorokować.

Tak czy inaczej tradycyjnych etatów, czyli 8-godzinnej pracy w jednym miejscu i ze stałym zakresem zadań, będzie ubywać. Sztywne dotąd zespoły pracownicze w firmach staną się bardziej elastyczne, zróżnicowane i wieolopokoleniowe. Aby były efektywne, ich członkowie powinni dobrze rozmieć cele firmy, mieć sporo autonomii i korzystać z zaufania swoich szefów. To pozorna tylko oczywistość, bo liczne badania dowodzą, że w Polsce dominują w firmach paternalistyczne relacje organizacyjne.

 

Jak zaprojektować nową strategię firmy na czasy po pandemii?

  1. Uznać, że właśnie teraz jest świetny czas na przemyślenie dotychczasowej strategii i osiągnięć. Aby zapewnić firmie zdolność do wieloletniego rozwoju, warto być gotowym na zaprojektowanie niemal wszystkiego od nowa.
  2. Zaplanować strategię cyfryzacji i w konsekwencji przebudować i unowocześnić system informatyczny, aby wykorzystywać cały potencjał rozwiązań analitycznych, uczenia maszynowego i sztucznej inteligencji.
  3. Uwzględnić od razu, a przynajmniej zostawić miejsce, na narzędzia korzystające ze sztucznej inteligencji. W ciągu kilku lat zdominują one systemy informatyczne firm. Kto się nie załapie, straci zdolność do konkurowania na rynku.
  4. Uporządkować wszystkie procesy, bez czego nie da się przeprowadzić udanej transformacji cyfrowej. Wprowadzić takie zmiany organizacyjne, które zmotywują pracowników na wszystkich poziomach do samodzielnego działania i przejęcia odpowiedzialności za decyzje. Ci, którzy pracowali zdalnie, nauczyli się działać autonomicznie, co warto wykorzystać. Pamiętać, że automatyzacja zastosowana w wydajnych operacjach zwiększy ich wydajność, ale zastosowania do nieefektywnych operacji tylko zwiększy nieefektywność. Przy braku środków na kompleksową cyfryzację zaplanować skalowalną transformację na kilka lat do przodu i stopniowo realizować jej kolejne etapy.
  5. Projektować tak wszystkie obszary biznesu, aby uwzględniały wymogi zrównoważonego rozwoju, czyli redukowały emisje i chroniły zasoby naturalne. Jeśli nawet klienci zwracający uwagę na te kwestie są jeszcze w mniejszości, to ta sytuacja może się bardzo szybko zmienić. Jeśli na przykład w krótkim czasie dojdzie do kumulacji ekstremalnych zjawisk pogodowych lub katastrof ekologicznych, kryteria pozacenowe mogą stać się wręcz nadrzędne dla większości.
  6. Stworzyć firmową politykę zbierania i porządkowania danych na potrzeby narzędzi SI. McKinsey sugeruje, że firmy mogą zautomatyzować 64 proc. swoich procesów gromadzenia danych, co znacząco zmniejszy ilość pracy wymaganej do ręcznego wprowadzania danych.
  7. Stworzyć lub rozwijać własne internetowe kanały sprzedaży. Taka inwestycja przyniesie liczne korzyści: pozwali szybciej wejść na rynek, umożliwi zapewnienie klientom bardziej spersonalizowanego doświadczenia, zbuduje silniejszą z nimi relację, a w rezultacie ułatwi zdobycie większej ilości danych na ich temat i wdrożenie zautomatyzowanego marketingu.

 

Najważniejsze trendy

  • Przyszły rozwój gospodarczy będzie nieliniowy i spolaryzowany. Firmy tradycyjne będą wypierane przez podmioty korzystające z zaawansowanych technologii cyfrowych, zdolne do szybkiej restrukturyzacji, elastyczne, mające płaskie struktury, zatrudniające partnersko traktowanych, dowartościowanych i zaangażowanych pracowników.
  • Po pandemii wysoce prawdopodobne jest roczne lub 2-letnie ożywienie gospodarcze spowodowane wzrostem popytu konsumpcyjnego wśród klientów zmęczonych izolacją a mających zaoszczędzone zasoby. Na dłuższą metę rozwój polskiej gospodarki będzie jednak wolniejszy niż w ostatnich 30 latach za względu na niski poziom inwestycji prywatnych.
  • Wywołany przez pandemię wzrost długu publicznego sprawi, że rządy będą musiały stopniowo podwyższać podatki.
  • W najbliższych latach niedobory rąk do pracy pozostaną jedną z barier rozwoju gospodarczego. Znalezienie dobrych pracowników będzie coraz trudniejsze. Z powodu traumatycznych doświadczeń z czasu pandemii ludzie będą woleli pracować u tych pracodawców, którzy realnie zaoferują empatię, troskę o zdrowie i bezpieczeństwo, a także zaakceptują i zorganizują elastyczny czas i formy pracy. W interesie firm jest włączenie pracowników do projektowania przyszłości przedsiębiorstw.
  • Rynek pracy stanie się o wiele bardziej elastyczny. Pracownicy będą pracować częściowo z domu, coraz więcej z nich dla wielu pracodawców. Praca zdalna stanie się o wiele bardziej popularna wszędzie tam, gdzie fizyczna obecność w firmie nie jest konieczna.
  • Niekorzystne skutki zmian klimatycznych będą postępować, zatem sposoby produkcji i świadczenia usług muszą zmierzać w stronę zeroemisyjności i obiegu zamkniętego. W tej sprawie nastąpi szybki wzrost presji regulatorów, zwłaszcza w UE, bo państwa członkowskie muszą wypełnić ambitne cele klimatyczne Wspólnoty. Należy spodziewać się utrudnień w dostępie do kredytów na działalność gospodarczą wywołującą skażenie powietrza i środowiska. Firmy przestaną być oceniane wyłącznie przez pryzmat zysków.
  • Sztuczna inteligencja zostanie powszechnie włączona do działalności firm. Wkrótce lepiej widoczne staną się korzyści biznesowe z wdrażania SI: odciążenie ludzi z prac powtarzalnych i monotonnych, ale przede wszystkim nowy, dotąd niedostępny poziom analizy posiadanych przez firmy danych i ich wykorzystanie do optymalizacji wszystkich obszarów działalności. SI pomoże w projektowaniu produktów i usług, obniżaniu kosztów, poprawie efektywności energetycznej oraz podniesie skuteczność działań marketingowych.


Zbigniew Gajewski
, partner THINKTANK

 width=

 

I am text block. Click edit button to change this text. Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit. Ut elit tellus, luctus nec ullamcorper mattis, pulvinar dapibus leo.POWRÓT ↵

 width=