Demokracja na zakręcie

Analiza opublikowana 20.03.2024

 

Rok 2024 jest największym rokiem wyborczym w historii naszego globu. Około 4,2 miliarda ludzi, czyli ponad połowa ludzkości, mieszka w 76 krajach, w których zaplanowano ogólnokrajowe głosowanie. Przyzwyczailiśmy się uznawać wybory powszechne za jeden z mocnych elementów demokracji.   Niestety, w tym roku większość tych, którzy pójdą do urn, weźmie udział w wyborach niespełniających standardów demokratycznych.    

Z Indeksu Demokracji 2023 (dane za 2022 r.) wynika, że tylko w 43 z tych 76 krajów można oczekiwać uczciwych wyborów, ale we wszystkich w większym lub mniejszym stopniu mogą wystąpić zjawiska dewaluujące wartość klasycznej, liberalnej demokracji. Miliardy ludzi poszły lub pójdą tam w tym roku do urn, ale w ich krajach duch demokracji i wiele instytucji, które miałyby go podtrzymywać, są mocno nadwyrężone.

Kraje, w których odbywają się tegoroczne wybory, można podzielić na cztery grupy. W pierwszej, obejmującej m.in. Białoruś, Rosję czy Rwandę, wybory zostały lub będą przeprowadzane w formalnej zgodzie z zapisami ustaw zasadniczych. W praktyce rządzący wsadzili przeciwników do więzień, niektórych – jak Aleksieja Nawalnego – zamordowali, a wyborców przekupują lub zastraszają różnymi sposobami. W takich „demokracja” frekwencja przy urnach bywa zazwyczaj wysoka, a „faworyci” zdobywają większość sięgającą 80 i więcej procent.

Są też takie „demokracje”, jak Iran, Tunezja czy Bangladesz, gdzie przywódcy pozwalają opozycji konkurować, ale nie wygrać.

Najwięcej wyborców w tym roku weźmie udział w wyborach, w których rządzący politycy zdobyli wcześniej władzę w stosunkowo wolnych i uczciwych wyborach, a następnie stopniowo wprowadzają nieliberalną politykę. Przykład mieliśmy do niedawna na własnym podwórku, a wciąż możemy mieć na Węgrzech, a także m.in. w Turcji, Indiach, Indonezji i Meksyku.

Czwarta grupa to stare demokracje, głównie zachodnie. Tu problemem jest rosnąca popularność wszelkiej maści populistów. Szokiem dla Europy było zwycięstwo w ubiegłorocznych wyborach w Holandii skrajnie prawicowego Geerta Wildersa, a w Niemczech zaskakuje wzrost popularności Alternatywy dla Niemiec. Niemal całą demokratyczną europejską społeczność niepokoją prognozy rosnącego poparcia populistycznych ugrupowań prawicowych w nadchodzących wyborach do Parlamentu Europejskiego. Ale najbardziej groźna dla całego świata demokratycznego jest prognoza ponownego zwycięstwa Donalda Trumpa w listopadowych wyborach w USA.

 

Postępująca erozja

Economist Intelligence Unit, firma związana z tygodnikiem The Economist, od 2006 r. ocenia stan demokracji w 167 krajach w skali od 0 do 10. Co roku publikuje Indeks Demokracji, opierający się na 60 wskaźnikach pogrupowanych w pięciu kategoriach: 1. proces wyborczy i pluralizm polityczny; 2. administracja i jej funkcjonowanie; 3. partycypacja polityczna; 4. kultura polityczna; 5. swobody obywatelskie.

Generalny wniosek? Tylko 45,4 proc. mieszkańców Ziemi żyje w “jakiejś demokracji”. Nad ponad jedną trzecią ludności świata panują autokraci. Zaledwie 8 proc. Ziemian może cieszyć się pełną demokracją.

Opublikowane w lutym 2024 r. kolejne wydanie Indeksu Demokracji powstało w oparciu o dane z roku poprzedniego. Po raz kolejny Indeks odnotował spadek łącznego wyniku, tym razem z 5,29 w 2022 r. do 5,23 w roku 2023 (skala 1-10). Coraz częstsze występowanie konfliktów zbrojnych poważnie nadszarpnęło wynik globalnej demokracji – piszą autorzy opracowania.

Także według Freedom House, znanej amerykańskiej organizacji non-profit zajmującej się rzecznictwem na rzecz demokracji, wolności politycznej i praw człowieka, regres demokracji to trend globalny. Organizacja od 51 lat bada te zjawiska na całym świecie i rokrocznie ogłasza raporty na ten temat.  W raporcie 2024 potwierdza, że w 2023 r. globalna wolność zmniejszyła się 18. rok z rzędu. Skala i głębokość regresu jest rozległa. Przyczyniły się do tego m.in. sfałszowane wybory i konflikty zbrojne. W efekcie prawa polityczne i swobody obywatelskie zostały ograniczone w 52 krajach, w których mieszka jedna piąta ludzkości. Tylko w 21 państwach odnotowano poprawę.

Przemoc i manipulacje wyborami występują coraz częściej – piszą autorzy raportu. Na przykład Ekwador został zdegradowany ze statusu wolnego do częściowo wolnego, ponieważ tamtejsze wybory zostały zakłócone przez brutalne organizacje przestępcze. Zginęło w nich kilku urzędników państwowych i kandydatów na deputowanych.  W wielu krajach rządzący politycy próbowali kontrolować konkurencję wyborczą oraz utrudniać lub uniemożliwiać przeciwnikom politycznym przejęcie władzy po wyborach.

Na całym świecie gwałtowne konflikty, często napędzane autorytarną agresją, powodowały śmierć i zniszczenie oraz zagrażały wolności. Najbardziej brutalne przykłady to Ukraina i strefa Gazy, ale podobne są też skutki wojskowego zamachu stanu w Mjanmie w 2021 r. oraz brutalnych walk między rywalizującymi frakcjami wojskowymi i paramilitarnymi w Sudanie.

Kondycją demokracji na naszym globie zajmuje się też Międzynarodowy Instytut na rzecz Demokracji i Pomocy Wyborczej (International IDEA), organizacja międzyrządową z siedzibą w Sztokholmie.  Jej raport „Globalny stan demokracji 2023” prezentuje dane za rok 2022 i obrazuje sytuację w 173 krajach świata. W połowie z nich od poprzedniego roku odnotowano spadek w co najmniej jednego wskaźnika demokracji, którymi według autorów są: jakość systemu reprezentacji obywateli, prawa obywatelskie, stan praworządności i aktywność obywateli w systemie politycznym. Spadków w tych obszarach było więcej niż przykładów postępu. I to szósty rok z rzędu. Ten sześcioletni trend spadkowy jest najdłuższym od 1975 r., kiedy Instytut zaczął prowadzić analizy.

Raport odnotowuje, że w 2022 r. nastąpiło pogorszenie wyników nawet w wielu długoletnich i silnych demokracjach, w tym w Austrii, Luksemburgu, Holandii, Portugalii i Wielkiej Brytanii. Spadki dotyczą szeregu wskaźników, z których najczęstsze to praworządność (zwłaszcza egzekwowanie prawa) i wolność prasy. 

W sumie jednak Unia Europejska wykazała wewnątrzunijną jedność w sprawie wsparcia i pomocy dla Ukrainy oraz podjęła kroki w celu ożywienia procesu rozszerzenia i ochrony norm demokratycznych w państwach członkowskich. Mołdawia i Ukraina uzyskały status kandydatów do UE, a Rada Europejska rozpatrzyła wniosek Gruzji o członkostwo, komunikując, że także temu krajowi jest gotowa przyznać status kandydata, o ile tylko zostaną podjęte tam konieczne kroki. Ożywiono również procesy akcesyjne w Albanii, Bośni i Hercegowinie oraz Macedonii Północnej. UE podjęła ponadto konkretne działania w toczących się sporach o praworządność z Węgrami i Polską. To wszystko miało przemawiać na korzyść Europy jako regionu, w którym demokracja ma się stosunkowo najlepiej. Ale nam Polakom od razu nasuwa się pytanie: jeśli Europa jest liderem, to jak źle musi być gdzie indziej?

Za kraje wyraźnie niedemokratyczne raport uznaje Azerbejdżan, Białoruś, Rosję i Turcję. Ta grupa państw oddaliła się od reszty Europy, osiągając wyniki znacznie poniżej średniej europejskiej w większości wskaźników demokracji.

W rankingu państw demokratycznych International IDEA 2023 Polska z wynikiem 6,8 pkt. została sklasyfikowana na 49. miejscu i znalazła się w grupie „wadliwych demokracji”. Na miejscu 58 były w niej także m. in. Węgry (6,5 pkt.).

Generalnie „demokracja jest w tarapatach, w najlepszym razie w stagnacji, a w wielu miejscach chyli się ku upadkowi” – podsumowują autorzy raportu. W ostatnich kilku latach mamy widoczny spadek jakości demokracji na świecie i nawet w krajach wcześniej demokratycznych następuje jej regres oraz zwrot w kierunku różnej maści autorytaryzmów.

 

Źródło: EIU report 

 

 

Zwątpienie wyborców

Na tle tego wyborczego roku lepiej widać erozję, jaka zżera od lat światową demokrację. Co się stało? Czy klasyczna demokracja liberalna przestała być potrzebna? Czym zasłużyła sobie na rosnącą obojętność, a nawet niechęć wyborców? Bo z badań wynika, że wszelkiej maści autokraci mają rosnące poparcie społeczne. Międzynarodowa firma badawcza IPSOS przeprowadziła pod koniec 2023 r. wywiady z ponad 20 tysiącami respondentów w 28 krajach reprezentujących wszystkie kontynenty. Celem było zbadanie zjawiska populizmu przed tegorocznymi wyborami w 76 krajach świata. Generalne wnioski brzmią zatrważająco:

  • Szeroko rozpowszechnione są poglądy antyelitarne. Odzwierciedlają one frustrację z powodu nierówności ekonomicznych i społecznych, wolniejszego wzrostu gospodarczego i niezdolności rządów do realizacji oczekiwań społecznych.
  • W ważnym roku wyborczym średnio 63 proc. badanych uważa, że ich kraj potrzebuje “silnego przywódcy, który odbierze go z rąk bogatych i potężnych”.
  • Nawet w państwach z dobrym wzrostem PKB dominuje przekonanie, że ich kraj podupada (58 proc.), a społeczeństwo jest zepsute (57 proc.).
  • Gdy brakuje miejsc pracy, 59 proc. badanych oczekuje od pracodawców, że będą zatrudniali własnych obywateli, a nie imigrantów.
  • Większość respondentów (62 proc.) postrzega elity jako ściśle ze sobą powiązaną grupę kierującą się własnymi interesami.
  • Większość badanych chce silniejszego, bardziej aktywnego rządu.

W jeszcze szerzej zakrojonych i przeprowadzonych w latach 2017–2021 badaniach World Values Survey 53 proc. respondentów z 80 krajów świata uznało, że dobrze jest mieć system polityczny, w którym władza jest w ręku silnego przywódcy nie muszącego się liczyć z parlamentem. W Ameryce Łacińskiej poparcie dla takiego systemu wyraziło 65 proc. badanych.

 

Młodzi jak rodzice

Zwolenników demokracji liberalnej powyższe dane muszą głęboko niepokoić. A jakie poglądy mają w tych sprawach młodzi? Może to oni są nadzieją na demokratyczną odnowę świata? Niestety, badania prowadzone w różnych regionach globu wskazują, że młodzież na ogół myśli tak samo jak rodzice. Dlatego coraz mniej angażuje się w życie polityczne: młodzi głosują rzadziejodrzucają członkostwo w partiach mówią badaczom, że przywódcy ich krajów nie dbają o interesy najmłodszych obywateli.

Jednocześnie młodsi wyborcy są tak samo jak starsi tolerancyjni wobec autokracji. Generalną przyczyną jest narastające zaniepokojenie zmianami klimatycznymi, frustracja z powodu niepowodzenia poprzednich pokoleń w walce o transformację klimatyczną oraz niepewność co do przyszłości w epoce szybkich zmian technologicznych.

Według World Values Survey (WVS) młodych ludzi na świecie w wieku 18-29 lat jest średnio 48 proc. W tej grupie młodzież z Ameryki Łacińskiej głosuje stosunkowo częściej (ponad 65 proc. frekwencji), podczas gdy w Europie i Afryce do wyborów chodzi zwykle 40 do 50 proc. ich rówieśników.  W Stanach Zjednoczonych frekwencja wyborcza wśród osób w wieku 18-24 w wyborach prezydenckich w 2020 r. wyniosła 48 proc. i była najniższa spośród wszystkich innych grup wiekowych. Niski udział młodzieży w wyborach odzwierciedla apatię, nieufność i niezadowolenie z procesów demokratycznych i wyraźnie przyczynia się do narracji o regresie demokracji – to opinie wielu komentatorów.

Na tym tle wysoka obecność polskiej młodzieży przy urnach 15 października ub. roku i wyraźne poparcie dla koalicji demokratycznej powinno być dla obecnie rządzących mocnym zobowiązaniem: jeśli zawiedziecie młodych Polaków, w kolejnych wyborach mogą się upodobnić do większości swoich rówieśników na całym świecie. 

 

Skąd ten kryzys?

Dlaczego nawet w liberalnych demokracjach rośnie odsetek obywateli, którym ten pełzający zamach na demokrację co najmniej nie przeszkadza? Kevin Casas-Zamora, szef wspomnianej wyżej organizacji International IDEA i były wiceprezydent Kostaryki, wymienia cztery czynniki:

  • rosnący poziom lęku społecznego wynikający z coraz bardziej złożonego obrazu świata
  • rosnące przekonanie, że demokracje są powolne i niezdarne w reagowaniu na potrzeby społeczne
  • bezkarny wzrost korupcji
  • upadek autorytetu moralnego Zachodu w następstwie inwazji na Irak, kryzysu finansowego i wyboru Donalda Trumpa na prezydenta kraju, który miał być ostoją i wzorcem demokracji.

 

Kłopoty demokracji nie pojawiły się wczoraj. Co najmniej od półtorej dekady kraje demokratyczne zmagają się z tego rodzaju problemami. Rosną za to autokracje. Na ogół nie przeprowadzają one zbrojnych rebelii, nie dokonują przewrotów. Do zdobycia władzy coraz częściej używają metod pełzających, hybrydowych, wręcz delikatnych. W ten sposób nawet zorientowana demokratycznie część obywateli nie zauważa podstępu, a przejmowane przez autokratów media utwierdzają ich w przekonaniu, że nic się złego nie dzieje. Co więcej – że pod ich rządami złe elity zostaną ukarane, zapanuje porządek, a zmarginalizowane dotąd grupy społeczne odzyskają godność i dobrobyt.

W podobny sposób erozję demokracji tłumaczą w książce “Spin dyktatorzy. Nowe oblicze tyranii w XXI wieku” Siergiei Guriev, rektor Instytutu Nauk Politycznych w Paryżu i były główny ekonomista EBOiR oraz Daniel Treisman, profesor Uniwersytetu Kalifornijskiego w Los Angeles. Ich zadaniem demokracja to system, w którym liderów wyłania się w wyniku wolnych i uczciwych wyborów. Nie-demokracje to wszystko inne. Jeśli do tej ostatniej grupy zakwalifikujemy Indie, ok. 55 proc. populacji świata mieszka w kraju z jakąś formą dyktatury. Jeśli zgodzić się, że Indie to kraj demokracji, proporcja się odwróci.

Autorzy wyróżniają we współczesnym świecie trzy kategorie krajów wysokorozwiniętych: demokracje, monarchie naftowe i Singapur. Właśnie na Singapur bardzo często powołują się współcześni autokraci obiecując poddanym, że tak jak tam oni też osiągną dostatnie życie dzięki ich oświeconej władzy. Przemilczają tylko, że twórca obecnej potęgi Singapuru, były premier Lee Kuan Yew, choć był autokratą, respektował rządy prawa i zaciekle walczył z korupcją. A większość obecnych autokratów władzę wykorzystuje do wzbogacania rodziny i swojego otoczenia. Dlatego ich kraje powoli wykańcza rak korupcji.

Współcześni dyktatorzy różnią się od swoich poprzedników – Hitlera, Stalina czy Mao. Nie posługują się terrorem, tylko manipulacją. Władzę osiągają często przy dobrej koniunkturze gospodarczej, a potem manipulują informacją, stosują ukrytą cenzurę, przejmują media publiczne, które wychwalają ich ekonomiczne i polityczne kompetencje. A przy tym wszystkim udają demokrację, bo – zdaniem Gurieva i Treismana – nie mają innego pomysłu.

 

 

Kolejną przyczynę kryzysu demokracji liberalnej przypomina w wydanej w 2022 r. książce „Liberalism and Its Discontents” Francis Fukuyama: „Liberalizm gospodarczy, mający kluczowe znaczenie dla każdego demokratycznego społeczeństwa, przekształcił się w neoliberalizm, a ten doprowadził zasady wolnego rynku do skrajności i w efekcie zaowocował wysokim poziomem nierówności i niestabilności”. Warto dodać, że jednym z największych błędów popełnionych przez wiele demokracji liberalnych było postrzeganie godności jednostki przede wszystkim przez pryzmat wolności politycznej, bez dostatecznego zwracania uwagi na upokorzenie dużych grup społecznych z powodu głębokich nierówności, braku możliwości ekonomicznych i zablokowanych ścieżek awansu społecznego.

Jest jeszcze jedno wytłumaczenie powodów, dla których autokracja na świecie się rozrasta. „Sukces autorytarnych władz wynika z wykorzystania przez nie rażącej asymetrii: w erze hiperglobalizacji reżimy w Rosji i Chinach ustanowiły rozmaite bariery dla zewnętrznych wpływów politycznych i kulturowych w kraju, a jednocześnie żerują na otwartości systemów demokratycznych za granicą” – piszą Christopher Walker i Jessica Ludwig w Foreign Affairs.  

W procesie globalizacji gospodarki wielu demokracji powiązały się z gospodarkami autokracji do tego stopnia, że stały się podobnie podatne na wyniszczające formy korupcji i autorytarnych machinacji. Chiny ostro rywalizują z Zachodem na rynku nowych technologii i próbują definiować w tej dziedzinie ponadnarodowe standardy. Podobne zjawiska konwergencji zachodzą w nauce, kulturze i międzynarodowym sporcie.

Liberalno-demokratyczny Zachód jest obiektywnie słabszy niż przed dekadą i mniej pewny swoich demokratycznych wartości.

 

Źródło: World Values Survey

 

Demokracja a gospodarka

Od co najmniej XIX w. w naukach społecznych przyjmowano za oczywistą tezę o koniunkcji demokracji i wolnego rynku. Gospodarczy sukces Chin w ostatnich dekadach Chin czy Chile pod rządami gen. Pinocheta uważano za wyjątki od reguły. Ale kryzys 2008 r., a następnie pandemia, mocno nadszarpnęły kanony liberalnej gospodarki. To instytucja państwa musiała ratować przedsiębiorstwa prywatne przed totalnym upadkiem.  Globalizacja, która miała przynieść dobrobyt i bogatym, i biednym, zwłaszcza dla tych ostatnich okazała się mirażem.

Już wcześniej zachodni model gospodarczy z drastycznie rosnącymi nierównościami, bezrobociem młodych, dotacjami dla rolnictwa, wzrostem politycznej siły wielkich koncernów ponadnarodowych, stawał się coraz mniej atrakcyjny dla gospodarek wschodzących. Dziś większość z nich zdecydowanie odrzuca zachodni model rozwoju gospodarczego, a wraz z nim przekonanie, że tylko demokracja liberalna gwarantuje rozwój i dobrobyt. Jeśli ludzie nie mogą osiągnąć przyzwoitego poziomu życia, atrakcyjność pokojowego i stabilnego porządku demokratycznego znacznie spada, a powstaje wolna przestrzeń dla populizmu.

W świecie zachodnim panowało do niedawna przekonanie, że w państwach organizujących wybory zła sytuacja gospodarcza to niemal pewny prognostyk zmiany władzy. Tak rzeczywiście było, dopóki nie narodziły się demokracje pełznące w kierunku autorytaryzmu. Różnymi manipulacjami potrafią one zmieniać nastroje społeczne. Wyrazistym przykładem jest Turcja, gdzie w wyborach w maju 2023 r. Recep Tayyip Erdogan wygrał po raz kolejny, chociaż turecka gospodarka była w sytuacji dramatycznej (w czasie wyborów inflacja sięgała tam 85 proc. rocznie). Również Wiktor Orban został w 2022 r. zwycięzcą wyborów na Węgrzech mimo fatalnego stanu węgierskiej gospodarki i ponad 20-procentowej wówczas inflacji.

Najwyraźniej społeczeństwa tych krajów nie były przekonane, że kandydaci opozycji i ich partie poradziliby sobie z kryzysami gospodarczymi lepiej od autokratów. Oczywiście Erdogan i Orban pomogli swoim obywatelom tak myśleć dzięki przejęciu głównych mediów, manipulacji prawem wyborczym i ograniczeniu swobody działania opozycji. 

 

Siła nowych technologii

Jednym z największych problemów, z jakimi boryka się współczesna demokracja, jest narastająca praktycznie wszędzie głęboka polaryzacja społeczna. A jeden z kluczowych czynników, który ten proces pobudza, to masowa dezinformacja w mediach społecznościowych. Wręcz trudno przecenić rolę, jaką odgrywają one w powstawaniu autokratycznych rządów i ruchów populistycznych.

Według Oxford Internet Institute w 2020 r. 81 rządów wykorzystało media społecznościowe do szerzenia dezinformacji. “W 61 krajach znaleźliśmy dowody na to, że partie polityczne lub politycy ubiegający się o urząd wykorzystywali narzędzia i techniki propagandy komputerowej w ramach swoich kampanii politycznych” – piszą autorzy raportu. – „W efekcie rosnącym zagrożeniem dla demokracji na całym świecie jest manipulowanie opinią publiczną za pośrednictwem mediów społecznościowych”.

Reżimy autorytarne korzystają z technologii cyfrowych także do nadzorowania swoich społeczeństw.  Systemy do rozpoznawania twarzy, do śledzenia i monitorowania krytyków, dziennikarzy i organizacji społeczeństwa obywatelskiego wzmacniają klimat represji i tłumią protesty. Popyt na takie technologie stale rośnie. Swój głośny system inwigilacji obywateli Chiny sprzedały już co najmniej 80 krajom, nie tylko zresztą autorytarnym.

 

Czy demokracja odzyska blask?

Heroldowie zmierzchu demokracji liberalnej uważają, że zostanie ona zastąpiona czymś zupełnie innym: w jednych krajach dyktaturą wojskową, w innych orwellowskim totalitaryzmem. Obywatele nie będą się przeciw nim buntować, ponieważ władza posłuży się względnie łagodnym despotyzmem, a podstawowe potrzeby społeczne będą zaspokajane. W wielu miejscach mogą być organizowane jako atrapa demokracji wybory powszechne, gdzieniegdzie nawet z udziałem licencjonowanej opozycji.

Ta ponura wizja już teraz jest rzeczywistością przynajmniej w kilku krajach świata. Co zrobić, by nie rozpełzła się na wszystkie pozostałe?  „Ci z nas, którzy zainwestowali w globalną odnowę demokracji, muszą pomóc społeczeństwom w rozwiązaniu problemów gospodarczych, wykorzystywanych przez siły antydemokratyczne. Musimy przenieść walkę o demokrację do sfery cyfrowej, tak jak zrobiły to autokracje i dostosować nasz zestaw narzędzi, aby sprostać nie tylko już rozpoznanym wyzwaniom, ale także tym nadchodzącym” – pisze w Foreign Affairs Samantha Power, szefowa U.S. Agency for International Development i była ambasador USA w ONZ.

Świat znajduje się na krytycznym rozdrożu. Demokracje zanikają lub popadają w stagnację. Do ich odnowienia nie można jednak podchodzić tak, jakby chodziło tylko o majstrowanie przy procesie, który zasadniczo jest zdrowy i wymaga zwykłego uporządkowania. Demokraci muszą z pokorą przyjąć opinie społeczeństw na temat słabości demokracji i wspólnie opracować sposoby na ich eliminowanie.

 

 

Kraje uważające się za demokratyczne muszą ze sobą współpracować. Działania w tym kierunku podejmuje administracja prezydenta Bidena. W 2021 r. zorganizowała pierwszy Szczyt Demokracji, a w ubiegłym roku – kolejny. W styczniu 2023 r. Stany Zjednoczone objęły również przewodnictwo w Freedom Online Coalition, grupie 60 państw deklarujących współpracę w sprawie zwiększenia wolności w Internecie i przeciwdziałania niewłaściwemu wykorzystywaniu technologii cyfrowych, w tym sztucznej inteligencji. Prawdopodobna wygrana Donalda Trumpa niemal na pewno te wysiłki USA przerwie. Potrzebny będzie nowy lider, które przejmie pałeczkę.

Kluczowym elementem przewagi konkurencyjnej, jaką demokracje mogą mieć nad państwami autorytarnymi, musi być niezależne społeczeństwo obywatelskie. Podmioty pozarządowe, w tym organizacje społeczne, media, ośrodki naukowe, ale i prywatne firmy, powinny współpracować, aby wzmacniać standardy demokratyczne, precyzyjnie identyfikować problemy lokalnych społeczności, wspierać dialog społeczny, wyrównywać szanse awansu społecznego młodzieży.

Społeczeństwo obywatelskie musi też odgrywać znaczącą rolę w kształtowaniu standardów i regulacji dla nowych technologii, takich jak sztuczna inteligencja, sieci bezprzewodowe 5G, Internet rzeczy, systemy rozpoznawania twarzy lub głosu. Chodzi nie tylko o to, by te nowe technologie nie zagroziły swobodom obywatelskim, ale by zdobyły także społeczną akceptację, a nie stawały się straszakiem używanym przez populistów. 

Wyzwaniem dla powszechnej demokracji będą w najbliższej przyszłości nie tylko zapędy autokratów i populizm, ale też kryzys klimatyczny. Jeśli nie ma on doprowadzić do całkowitej destrukcji naszego świata, będziemy się musieli prędzej czy później pogodzić z ustalonymi w porozumieniach międzynarodowych ograniczeniami w konsumpcji. Kontestowana obecnie Zielona Transformacja w Europie to właśnie przykład takiej jeszcze niezbyt drastycznej polityki wytyczonej w imię przyszłości. Ale już widać, że interes grupowy jest przedkładany nad interes przyszłych pokoleń. Demokraci muszą i na to znaleźć odpowiedź.

Prawdopodobnie te rady dla demokratów zostaną odebrane jako naiwne. Ale jeśli ktoś lepiej wie, jak uratować demokrację, niech o tym do nas napisze.

Zwolennicy demokracji mogą odwrócić proces jej erozji, jeśli przyznają się do błędów, będą czerpać siłę z różnorodności, chronić odmienne poglądy i budować międzynarodowe koalicje wspierające te wartości.

 

Lista wyborów parlamentarnych i prezydenckich na świecie w 2024 roku dostępna jest na stronie Centrum Stosunków Międzynarodowych TUTAJ.

 

 

Zbigniew Gajewski, partner THINKTANK, ekspert w zakresie wpływu nowych technologii na biznes i życie społeczne, autor raportów i analiz makroekonomicznych.



 

 

POWRÓT ↵

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

Back To Top