Ekologiczna ekonomia, czyli reklama w cenie hipokryzji

14.09.2020 | Naszym zdaniem

Home 5 Naszym zdaniem 5 Ekologiczna ekonomia, czyli reklama w cenie hipokryzji

Ekologia ostatnio zrobiła się modna. Do tego wręcz stopnia, że nie wypada się przyznać, iż zagadnienie to nas nie interesuje lub że mamy na jego temat odmienne zdanie. Niezależnie od osobistych poglądów, coraz częściej ekologia staje się nie tyko naszym świadomym wyborem, ale i skutecznym narzędziem sprzedaży, za którym oczywiście stoją ogromne pieniądze – do wydania i do zarobienia. Nie na darmo wszak słowa: „ekologia” i „ekonomia” mają wspólne łacińskie korzenie. Jednego tylko czasem im brakuje – spójności.

Bo przecież zbyt rzadko dziwi nas, że kierowca samochodu dostawczego, opatrzonego dumnym zielonym napisem: „Makro Eko – żywność czysta i ekologiczna” posila się hot-dogiem na stacji benzynowej. Albo, że gwiazda światowej sceny muzycznej uśmiecha się do nas z bilbordu bielutkimi zębami zrobionymi z najdroższych, syntetycznych materiałów protetycznych i reklamuje naturalną, ziołową i wybielającą pastę do zębów. Lub inna celebrytka, po pięciu operacjach plastycznych przeprowadzonych dyskretnie przez wybitnego chirurga medycyny estetycznej, reklamuje wegańskie kremy na zmarszczki. Z kolei znana nastolatka poucza nas, abyśmy zaprzestali korzystać z papieru toaletowego. Sama nie porzuca jednak swojej aktywności w mediach społecznościowych, która wymaga przecież korzystania z najnowszych modeli smartfonów i umyka jej uwadze, że do ich produkcji zużyto bardzo dużo nieekologicznej energii, a baterie nie rozłożą się przez tysiące lat.

A potem przyjdzie do nas dziecko z prośbą o pomoc w odrobieniu pracy domowej na temat ekologii, do której wykonania będziemy potrzebowali pięciu par rękawiczek jednorazowych, kleju polimerowego, pięciu słomek plastikowych, ryzy papieru A4 oraz szesnastu spinaczy biurowych…

Nie ulega wątpliwości, że troska o naszą planetę jest naszym obowiązkiem. Także ze względów ekonomicznych, gdyż nasze zasoby nie są nieograniczone. Z tych samych powodów, nie warto jednak ulegać „ekościemie” i „zielonemu praniu mózgu”. Ostatecznie decyzja o zakupie wciąż należy do klienta i to jego obowiązkiem jest sprawdzenie przed spożyciem, co ekologiczny i kolorowy papierek skrywa w swym lśniącym wnętrzu. Przyszłość ludzkości zależy od ekologii, więc jeśli będziemy autentycznie konsekwentni, a nie tylko oficjalnie proekologiczni, jest szansa, że legislacja nadąży kiedyś za modą. A nasze dzieci doczekają chwili, gdy ekologia i ekonomia będą szły w tej samej parze.

Autor: Agnieszka Dydycz, pisarz z wyboru, finansista z wykształcenia i doświadczenia, prezes i założyciel Fundacji Pomóżmy Dzieciom