Pandemia na rynku pracy w Polsce i w Niemczech

Co konkretnie przydarzyło się w dramatycznym roku 2020 firmom i pracownikom w obu krajach? Czy interwencje rządów przeciwdziałające bezrobociu były właściwe? Czy organizacja i kultura pracy będą teraz inne? Czy czeka nas masowe bezrobocie technologiczne?  Na te i inne pytania odpowiadali goście zaproszeni do okrągłostołowej debaty zorganizowanej przez Fundację Friedricha-Eberta, Centrum Stosunków Międzynarodowych oraz THINKTANK.

W dyskusji uczestniczyli:

  • Lutz Bellmann, Kierownik Działu Badań w Instytucie Badań nad Zatrudnieniem IAB, profesor w Katedrze Ekonomii Pracy w Szkole Biznesu, Ekonomii i Społeczeństwa, Norymberga, Niemcy
  • Sophie Debrunner Hall, kierownik działu polityki rynku pracy i europejskiej polityki społecznej w Niemieckiej Konfederacji Związków Zawodowych (DGB), Niemcy
  • Joanna Tyrowicz z Wydziału Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Warszawskiego, Research Fellow w Instytucie Ekonomiki Pracy IZA, Bonn, Niemcy oraz prezes GRAPE – Grupy Badawczej Ekonomii Stosowanej
  • Piotr Wielgomas, Prezes Zarządu, Bigram SA, Polska

Moderatorem była dr Małgorzata Bonikowska, Prezes CSM i THINKTANK. Debata miała miejsce 30 września 2021 r. i można jej wysłuchać (i obejrzeć) TU.

 

 

 

O sytuacji podczas pandemii w obu krajach

 

Prof. Lutz Bellmann

W 2020 r. liczba bezrobotnych wzrosła w Niemczech o około pół miliona, ale w ciągu ostatnich miesięcy tego roku spadła prawie do poziomu sprzed pandemii. Niestety, nie dotyczy to niektórych wrażliwych grup, takich jak długotrwale bezrobotni i pracownicy branż hotelowej oraz gastronomicznej. Niestabilna jest też sytuacja pracowników tymczasowych. Najbardziej uciążliwe w trakcie kolejnych lockdownów były dla bardzo wielu osób przymusowe przerwy w pracy. Na przykład w kwietniu ub. roku mieliśmy aż 6 mln pracowników, którym rząd wypłacał rekompensaty z powodu skrócenia przez ich pracodawców czasu pracy.  To ok. pięć razy więcej niż podczas recesji w latach 2008-09.  Ale rząd zareagował szybko, odpowiednie przepisy zostały wprowadzone, a pracownicy ministerstwa pracy sprostali dodatkowym obciążeniom administracyjnym związanym z tak dużą liczbą wypłat. Dzięki temu mamy teraz mniej bezrobotnych i osób na krótkoterminowych zasiłkach. W każdym razie wzrost bezrobocia w pierwszych miesiącach pandemii był stosunkowo niewielki w porównaniu z szokiem gospodarczym i restrykcjami koniecznymi do powstrzymania COVID-19.

 

Prof. Joanna Tyrowicz

Na naszym rynku w porównaniu z niemieckim było gorzej. Przede wszystkim nie mieliśmy bezwarunkowego wsparcia dla rodzin i gospodarstw domowych w podobnej skali. Przykładowo, pomoc finansową dla rodziców, których dzieci musiały zostać w domu, uruchomiono dopiero jesienią. Była ona niewystarczająca i słabo zaadresowana, bo wiele gospodarstw domowych się nie kwalifikowało. Największą różnicą jest jednak to, że w Niemczech od początku pandemii zbierano na bieżąco z różnych źródeł wszelkie dane o sytuacji gospodarstw domowych i przedsiębiorstw, w tym uruchomiono błyskawicznie programy badawcze. W Polsce jedyne źródło informacji o zmianach w pandemii to nasza DIAGNOZA.plus, którą sfinansował Uniwersytet Warszawski i parę pozarządowych ośrodków badawczych ze środków własnych. Wiemy dzięki temu, że informacje ze statystki publicznej (np. liczba osób zarejestrowanych w urzędach pracy) nie przystają do realnych zjawisk. Oficjalnie liczba bezrobotnych powiększyła się o około 125 tys., ale mamy przecież informacje, że zwolniono ponad 600 tys. osób. Rozbieżność tę tłumaczy oczywiście to, że zwalniani pracownicy nie rejestrowali się w urzędach pracy z dwóch głównych powodów: nie było tam ofert pracy, a w pierwszych miesiącach pandemii były po prostu zamknięte. Przy tym wszystkim myślę, że w Polsce, podobnie jak w Niemczech, pogorszenie sytuacji na rynku pracy w 2020 r. było ostatecznie znacznie mniejsze, niż można było się spodziewać po skali restrykcji gospodarczych. Trudno jednak  oszacować pełną skalę problemu.

 

Małgorzata Bonikowska

Ale rząd w Polsce jest bardzo dumny, że mamy teraz w Polsce bardzo niską stopę bezrobocia. To nieuprawniona duma?

 

Prof. Joanna Tyrowicz

Nieuprawniona, bo naszym największym wyzwaniem jest to, że mamy niską stopę zatrudnienia i wiele osób zdolnych do pracy formalnie jest poza rynkiem. To jest kolejna kluczowa różnica między Polską a Niemcami. U naszych zachodnich sąsiadów ludzie, którzy na skutek pandemii stracili przejściowo zajęcie i zredukowano im czas pracy, byli widoczni na radarze przez cały czas. Rząd wspierał w tym zakresie pracodawców i oczekiwał od nich, że utrzymają zatrudnienie. W Polsce już wcześniej była widoczna ogromna niepewność regulacyjna związana z prowadzeniem działalności gospodarczej, a w pandemii ten stan się pogłębił. Chaotyczne decyzje zawiązane z zamykaniem niektórych branż, następnie ich otwieraniem i ponownym zamykaniem nie mogły mieć pozytywnego wpływu na stan zatrudnienia. Dlatego tylko oficjalne statystyki mówią, że nie było u nas zbyt wielu negatywnych skutków pandemii. Z analiz DIAGNOZA.plus wiemy, że nastąpił ogromny wzrost bezrobocia w pierwszych miesiącach ub. roku. Tylko wiele z tych osób nie poszukiwało aktywnie pracy, co stanowi formalne kryterium uznania kogoś za bezrobotnego. Formalnie wypchnięto ich poza rynek pracy i nie jest oczywiste, że szybko powrócą.

 

 

 

Piotr Wielgomas

Nasza firma zajmuje się rekrutacją menedżerów. Z tej perspektywy sytuacja w ub. roku wyglądała nieco inaczej. Pierwszą reakcją na pandemię było zawieszenie większości rekrutacji. Firmy obserwowały z niepokojem, czy nie nadchodzi tsunami. Te miesiące były naprawdę trudne. Potem trzeba było szybko przenieść pracę z biur do domów. W większości przypadków robiono to po raz pierwszy, wcześniej niewiele firm praktykowało pracę zdalną. Pojawiły się poważne problemy związane z cyberbezpieczeństwem, zwłaszcza we wrażliwych sektorach, jak bankowy i w paru innych.  Ale po kilku miesiącach sytuacja się jednak ustabilizowała. Było już widać, że rynek pracy nie jest całkowicie zamrożony i w dodatku jest wielu zwycięzców w takich branżach, jak IT, sektor gier, e-commerce i logistyka. Jednocześnie poważne kłopoty dotknęły branże produkcyjne, co było związane choćby z zablokowaniem lub wydłużeniem łańcuchów dostaw z Azji i koniecznością poszukiwania nowych dostawców w Europie.

 

Małgorzata Bonikowska

Czyli pandemia mogła też mieć pozytywny wpływ na gospodarkę?

 

Piotr Wielgomas

Oczywiście, wielu sektorom dała nowe impulsy rozwojowe. Ludzie zostali uwięzieni w domach, co oznaczało gwałtowny wzrost zakupów przez Internet oraz skokowy przyrost zainteresowania grami komputerowymi, Netflixem i podobnymi platformami. Bardzo zyskały też firmy sprzedające komputery i kamery do zdalnej pracy i nauki. Pamiętam, że kiedy próbowałem kupić kilka urządzeń potrzebnych moim dzieciom do zdalnych lekcji, okazało się to prawie niemożliwe. Po tym wszystkim widać, że pandemia ma wielu beneficjentów i niestety wielu przegranych. Bardzo straciły takie biznesy jak hotele, restauracje, linie lotnicze, organizatorzy konferencji i wydarzeń rozrywkowych, teatry, kina, stadiony, centra konferencyjne. Teraz, kiedy pandemia przyhamowała i nauczyliśmy się też przed nią bronić, wiele poszkodowanych firm liczy na odbudowę. Dzięki pozytywnym na ogół doświadczeniom z pracą zdalną podczas lockdownów wprowadzają modele hybrydowe i generalnie odczuwamy w biznesie stopniowy wzrost optymizmu.

 

Małgorzata Bonikowska

Sophie, a jak wyglądała ubiegłoroczna sytuacja na niemieckim rynku pracy z perspektywy związków zawodowych i pracowników?

 

Sophie Debrunner Hall

Prof. Bellman i jego instytut prowadzą niezależne badania, których wyniki traktujemy jako w pełni wiarygodne. Związki zawodowe zgadzają się też, że odpowiedź rządu na pandemiczne zagrożenia była bardzo szybka. Umożliwiła wielu firmom przetrwanie bez większych strat i utrzymanie zatrudnienia. To z kolei oznaczało, że dochody pracowników nie spadły, a więc nie załamał się popyt, czyli nie mieliśmy efektu domina. Byłby on nieuchronny, gdybyśmy zeszłej wiosny mieli nagle sześć milionów bezrobotnych. Jednocześnie słabością niemieckiego rynku jest jego dualizacja. Z jednej strony mamy dobrze zabezpieczone, dobrej jakości miejsca pracy, a z drugiej nadal wysoki odsetek ludzi, którzy mają niepewne zatrudnienie i niskie płace oraz wielu bezrobotnych słabo wspieranych przez system świadczeń społecznych. Jeśli ktoś pracował tylko dorywczo i nie miał przy tym ubezpieczenia społecznego, to pandemia uderzyła go bardzo mocno. Byli też ludzie już przed pandemią zarabiający minimum egzystencjalne, którym w pandemicznych czasach było jeszcze ciężej. Podsumowując, myślę, że reakcja naszego rządu na pandemiczne problemy rynku pracy okazała się generalnie właściwa i bardzo efektywna, ale też użyte narzędzia okazały się niewystarczająco skuteczne wobec ludzi, którzy byli słabi na rynku pracy już wcześniej.

 

 

Czy po pandemii praca zdalna stanie się normą?  

 

Prof. Joanna Tyrowicz

Już przed pandemią było sporo badań i dyskusji o efektywności pracy zdalnej oraz jej wpływu na życie i kariery pracowników. Wiarygodnie zrealizowane badania dawały przekonujące dowody na to, że na niektórych stanowiskach można wdrożyć pracę z domu bez szkody dla produktywności. Ubiegły i ten rok dołożyły nowe wątki i doświadczenia. Choć praca zdalna nie jest dostępna dla wszystkich pracowników i pracodawców, to część z nas nauczyła się już tak pracować i przy okazji pojawiły się dość nieoczywiste wnioski. Po pierwsze, pojawia się problem oceny efektywności takiej pracy, bo gdy wszyscy pracują zdalnie, nie ma grupy kontrolnej, której wyniki można porównać z pozostałymi. Po drugie, bardzo różnie oceniamy przywilej pracy zdalnej – wiele osób obawia się, że na pracy hybrydowej cierpi ich indywidualna kariera. Mechanizm jest oparty o proste bariery poznawcze: jeśli niektórzy pracują z domu, a inni w siedzibie firmy, to ci drudzy mają większą szansę na podwyżki i awanse, bo menedżerowie są tylko ludźmi i przetwarzają informacje, które widzą. Jeśli codziennie obserwują osobę rzetelnie pracującą, to właśnie ją wezmą w pierwszej kolejności pod uwagę przy premiach i awansach. Jeszcze inna dyskusyjna kwestia to koszty pracy w domu. Nie tylko ekonomiczne, ale mentalne, rodzinne. Tak pracując trudniej utrzymać właściwą równowagę między aktywnością zawodową a życiem rodzinnym czy prywatnym. Zrobiliśmy zresztą w tej sprawie eksperyment badawczy. Część badanych pracujących w domu została poinformowana, że generalnie osoby pracujące z domu mają mniejsze szanse na awans, inną grupę, że praca z domu wpływa negatywnie na psychikę. Takie osoby znacznie chętniej deklarowały chęć powrotu do biura niż pozostali uczestnicy badania. Dlatego istotne jest dziś pytanie, czy wszyscy zwolennicy pracy zdalnej mają pełną świadomość jej konsekwencji.

 

Piotr Wielgomas

Rzeczywiście, praca zdalna to bardziej złożona kwestia niż się na pierwszy rzut oka wydaje. Z punktu widzenia zarządzających kluczowym wyzwaniem okazuje się zaufanie. Tradycyjni menedżerowie zostali nauczeni, że mają monitorować i kontrolować ludzi. Oni są najbardziej sfrustrowani pracując w domu i mając podwładnych też tak pracujących. W ich pojęciu są efektywni, gdy chodzą po firmie, spotykają się bezpośrednio ze swoimi ludźmi, na bieżąco rozwiązują pojawiające się problemy.  Młodsza generacja woli mieć wskaźniki wydajności (KPI), przy których mniej istotne jest, ile godzin i skąd się pracuje, byle były „dowiezione” wyniki. Im praca w domu czy jakimkolwiek innym miejscu bardziej odpowiada. A jak to będzie dalej? Nie powiedziałbym, że tak samo jak przed pandemią, ponieważ chyba nie jest już to możliwe. Upowszechnią się różne modele hybrydowe. My w Bigram w każdym tygodniu widzimy się przez dwa-trzy dni w biurze i uważam to za potrzebne oraz pożyteczne. Bez osobistego kontaktu tracimy ducha firmy, słabnie nasza kultura organizacyjna. Ludzie po pandemii nie przestaną być społeczni, muszą się spotykać twarzą w twarz.  

 

 

Sophie Debrunner Hall

Zgadzam się z przedmówcami co do tego, w jakim kierunku jak będzie się rozwijać praca po pandemii. Nie sądzę, abyśmy szybko wrócili do wcześniejszego modelu. Myślę, że wszyscy będziemy pracować w mieszanej formie. Nie wiem, czy zostaną ustanowione standardy dla każdej branży, ale prawdopodobnie skończymy na tym, że każdy zakład pracy wymyśli własne rozwiązanie hybrydowe. Z perspektywy związków zawodowych ta elastyczność przynosi wiele korzyści, zwłaszcza w zakresie równowagi między życiem zawodowym a prywatnym. Ale oczywiście są też zagrożenia i myślę, że jedną z kwestii, która nie była jeszcze poruszana, jest zdrowie w miejscu pracy.  Gdy jesteśmy w biurze, to nasz pracodawca jest odpowiedzialny za bezpieczne warunki, dobre krzesło, przyzwoity ekran i tak dalej. A kto za to odpowiada, gdy pracujemy z domu? Firmy osiągają dzięki temu ogromne korzyści, bo wynajmują mniej drogich powierzchni i mają inne niższe koszty. Ta akurat kwestia nie może być rozwiązywana w dowolny sposób w każdej firmie, muszą być przyjęte regulacje powszechne. Najważniejsze jest jednak, aby na końcu zawsze pamiętać o dobrostanie pracownika. Gdy pracownicy są szczęśliwi, pracodawcy zyskują wszystko, co i dla nich ważne.

 

Czy roboty zabiorą nam pracę?

 

Sophie Debrunner Hall

Wbrew pozorom jako związkowcy wcale nie jesteśmy przeciwni nowym technologiom. One nieuchronnie nadejdą, choć do całkowitego wyparcia ludzi przez roboty jeszcze daleko. My chcemy być pewni, że praca w tych nowych warunkach, we współdziałaniu ze sztuczną inteligencją i robotami będzie cały czas dobra dla ludzi. Znamy szacunki instytutu prof. Bellmana, że na skutek transformacji cyfrowej 1,5 mln miejsc pracy w Niemczech zniknie, ale pojawi się podobna liczba nowych, że będziemy mieli inne firmy, inną wydajność, inne sposoby pracy. Musimy jednak zadbać, aby pracownicy szukający zatrudnienia i firmy, które potrzebują wykwalifikowanych pracowników, mogli się łatwo odnaleźć. Niemcy już mają, jak zresztą większość krajów europejskich, realne problemy ze znalezieniem specjalistycznej kadry w niektórych sektorach i te problemy będą tylko rosnąć, zwłaszcza w kontekście przyspieszania transformacji cyfrowej i zmian demograficznych.

 

Prof. Joanna Tyrowicz

Temat wpływu cyfryzacji na rynek pracy jest dziś jednym z najbardziej kluczowych. Ale w Polsce jest mało prawdopodobne, że sztuczna inteligencja znacząco zautomatyzuje rolnictwo czy budownictwo, a to te sektory mają znaczne niedobory siły roboczej.

 

Piotr Wielgomas

Jeśli chodzi o automatyzację i cyfryzację, to oczywiście procesy te stworzą nowe miejsca pracy.  Musimy tylko pamiętać, że będą one bardziej kreatywne, bardziej technologicznie zaawansowane. Musimy więc skupić się na nowoczesnej edukacji, bo bez tego nie poradzimy sobie z tym wyzwaniem.

 

Największe problemy do rozwiązania

 

Prof. Lutz Bellmann

W Niemczech musimy sprostać rosnącemu zapotrzebowaniu na wykwalifikowanych pracowników. Nie poradzimy sobie z tym bez imigracji. Jednak większość imigrantów przybywających do Niemiec ma słabe kompetencje zawodowe, a to oznacza, że ​​musimy dołożyć wszelkich starań, aby ich wstępnie przeszkolić, a potem stale podnosić kwalifikacje. Pandemia niestety nie sprzyjała szerokim procesom edukacyjnym. Dlatego straciliśmy sporo czasu, którego tak pilnie potrzebujemy na doskonalenie umiejętności brakującej na rynku siły roboczej. Musimy jak najszybciej wrócić do przerwanych inicjatyw szkoleniowych i inicjować kolejne. Problem nieodpowiednich kompetencji dotyczy zresztą nie tylko imigrantów, ale także ludzi, którzy przed pandemią pracowali w sektorach, które już ich nie potrzebują.  

 

 

Prof. Joanna Tyrowicz

Już wspomniałam, że w polskiej gospodarce jest wiele stanowisk pracy, na których nie da się zastąpić ludzi przysłowiowymi robotami. Dlatego i w naszym przypadku potrzebna jest imigracja. Rządowi wydaje się, że jej obecna skala jest wystarczająco wysoka, by uzupełnić wszystkie potrzeby.  Ale wiele osób, które teraz widnieją w oficjalnych statystykach jako nowi imigranci, faktycznie jest tutaj od dawna. Mylne jest przekonanie, że w miejsce Polaków, którzy wyemigrowali, wejdą Ukraińcy czy Białorusini, bo empirycznie widać, że oni podejmują zatrudnienie w innych segmentach gospodarki. Ani skala, ani charakterystyka obecnej imigracji nie rozwiązują problemu deficytu pracowników w Polsce. Poza tym społeczeństwa na wschodzie Europy są równie stare demograficznie jak polskie, więc poleganie na tych kierunkach imigracji jest strategią nie tylko niewystarczającą, ale też krótkofalową. Musimy przyjąć inne, strategiczne podejście do imigracji.

 

Małgorzata Bonikowska

Na czy miałaby ona polegać?

 

Prof. Joanna Tyrowicz

Niemcy są bardzo dobrym przykładem do naśladowania. Chodzi o to, by nasz kraj był bardziej przyjaznym środowiskiem dla każdego, kto chciałby do nas dołączyć. Nasi zachodni sąsiedzi są pionierami europejskiego podejścia do ukierunkowanej migracji, przyciągającej konkretne, najbardziej potrzebne gospodarce zawody i ułatwiającej zdobycie poszukiwanych kompetencji tym migrantom, którzy przybyli już wcześniej. Gdybyśmy mogli to powtórzyć, byłoby idealnie. Bez tego zresztą nie rozwiążemy naszych strukturalnych niedoborów pracy.

 

Małgorzata Bonikowska

Z perspektywy pracodawcy co można doradzić teraz rządowi w Polsce?

 

Piotr Wielgomas

Jestem dość optymistycznie nastawiony do przyszłości gospodarki w Polsce, a także w Niemczech. Generalnie Europa jest w dobrej sytuacji, ponieważ po pandemii mamy wyraźne ożywienie. Prawdopodobnie wiele branż przeniesie swoje zakłady z Chin i Azji do Europy, żeby skrócić łańcuchy dostaw. To daje rządowi trochę czasu na pozyskiwanie nowych inwestorów. Inne wyzwanie to wspomniana już edukacja. Dyskutujemy o tym, że trzeba zmienić nasze uniwersytety i niewiele robimy. A one muszą być bliżej biznesu, bliżej realnych potrzeb rynku pracy, bo inaczej będą wypuszczać coraz bardziej sfrustrowanych absolwentów. A ponadto powinniśmy wreszcie sięgnąć po srebrną rezerwę, czyli ludzi po pięćdziesiątce. Oni z trudem teraz znajdują pracę odpowiednią do ich bogatego doświadczenia. I tak tracimy ogromny potencjał. To zresztą jest problem globalny, że rynek nie jest zainteresowany menedżerami z 30- lub 40-letnim doświadczeniem. A ja jestem przekonany, że to może być naprawdę interesująca alternatywa.

 

Oprac. Zbigniew Gajewski

 

 

 

POWRÓT ↵

Wpisz wyszukiwany termin powyżej i naciśnij Enter, aby wyszukać. Naciśnij ESC, aby anulować.

Wróć do góry