Polska kultura 2019

Jest taka pyszna anegdota o Miłoszu: po powrocie do Polski dziennikarz pyta sędziwego poetę: „Jaka byłaby pana pierwsza decyzja, gdyby został pan ministrem kultury?“ Na co Miłosz odpowiada: „Przywróciłbym grekę w szkołach“. „Ależ to jest w gestii ministra edukacji“, zauważa dziennikarz. „O, to teraz są osobno?“, dziwi się Miłosz.

Państwowców zawodowo związanych z sektorem kultury nie opuszcza przekonanie, że każda kolejna władza na zmianę lekceważyła lub poddawała rewizji wartości, znaki, więzi i tożsamości, czyli kulturę. Proces ich restytucji nie będzie ani szybki, ani łatwy, ani tani. Plan naprawy każdego innego sektora pewnie da się rozpisać na jedną pracowitą kadencję. Plan dla kultury i edukacji do kultury może zająć dekadę lub dwie.

Polityka kulturalna zawsze i wszędzie tworzy dylemat: ile w niej polityki, a ile kultury? W świecie postpolityki kultura nie jest wartością autoteliczną – służy do uprawiania polityki, czyli w istocie do wygrywania następnych wyborów, bo polityka straciła już wszystkie inne sensy. Wydaje się, że takiemu podejściu do polityk kulturalnych hołdują przede wszystkim formacje cyniczno-centrowe.

W innej wersji kultura służy światłym wspólnotom do mówienia prawdy – o nich samych, o otaczającym je świecie z jego niedoskonałością, z jego polaryzacją, wyzwaniami i lękami. To w dużej mierze domena formacji romantyczno-lewicowych.

Formacjom misyjnym (lewicowym, prawicowym i dwupłciowym) kultura służy do inżynierii kulturowej czyli do stworzenia Nowego Człowieka, Nowego Patrioty.

W tak pojętej polityce kulturalnej państwo nie jest mecenasem, jest kuratorem. A powinno być odźwiernym… To państwo decyduje, który twórca realizuje jego cele, a który nie. To polityk rozstrzyga kto ma talent, a kto nie. Która instytucja jest nasza, a która nie. W państwie, które jest kuratorem to polityk decyduje o tym „czyja kultura“, a nie o tym, na co wspólnocie kultura. Kultura w takim świecie nie jest silnikiem rozwoju, spoiwem społecznym ani częścią gospodarki. Nie jest nawet aparatem pojęciowym czy zasobem poznawczym. Jest skrzynką z narzędziami do zdobywania, sprawowania i zachowania władzy. A przecież nie o to chodzi. Przecież już wiadomo, że w dłuższej perspektywie kuratorskie ambicje władzy szkodzą i kulturze, i polityce.

Chcę wierzyć, że celem tego spotkania [„POLSKA KULTURA 2019. Okrągły stół z okazji 30-lacia przemian w Polsce” – przypis red.] jest namysł nad najważniejszą z reform, bez której powodzenie wszelkich innych wysiłków modernizacyjnych będzie niemożliwe lub tylko chwilowe. Bez górnolotnych manifestów – reformy bardzo praktycznej, opartej na faktach, wiedzy i zagregowanym doświadczeniu. Żeby instytucje stały się aktywnymi inwestorami kapitału intelektualnego i społecznego, uczestnikami życia umysłowego, inicjatorami i partnerami wielkich społecznych debat. Żeby instytucje kultury przestały być na zmianę chłopcami na posyłki lub chłopcami do bicia. Żeby stały się organizacjami arms length –  podmiotami kultury.

Mogę sobie wyobrazić zgodę na wspólne marzenie i wspólne rekomendacje, z których wyniknie, dlaczego sektor kultury jako pierwszy powinien stać się enklawą sprawnego i przejrzystego działania państwa, takim idyllicznym rezerwatem, w którym wszystko działa, publiczne fundusze nie są bezsensownie trwonione, szanowany jest pluralizm. Nisza, która nie podlega chwilowym fluktuacjom nastrojów społecznych ani halucynacjom polityków.

Jest co najmniej pięć powodów, dla których warto, żeby na szczególnych prawach kultura była celem i zarazem wehikułem racjonalnej zmiany społecznej.

  1. Żadne państwo nie jest w stanie j e d n o c z e ś n i e przeprowadzić Wszystkich Reform Wszystkiego, od służby zdrowia po siły zbrojne. Im głębsza zmiana, tym dłużej musi być przygotowywana. Żadna z tych reform nie będzie  t r w a ł a  bez zasadniczej reformy kultury, bo żadna z nich nie immunizuje społeczeństwa na tanie slogany i kosztowne szantaże. Bez reformy sektora kultury, żaden wysiłek modernizacyjny nie przetrwa dłużej, niż do kolejnych wyborów, bo będzie wisiał w aksjologicznej próżni.
  1. Przez pierwsze dwie dekady wolnej Polski w głównym nurcie życia publicznego dominował zdrowy rozsądek z rzadka zakłócany epizodami polaryzacji. Trzecia dekada nacechowana jest masową polaryzacją z rzadka przerywaną epizodami zdrowego rozsądku. Tak mszczą się zaniedbania w kulturze, zaniechania w edukacji i lekceważenie roli mediów publicznych przez wszystkie wcześniejsze formacje, nawet te, które same uważały się za najbardziej światłe. Przyznał to na krótko przed śmiercią sam Tadeusz Mazowiecki mówiąc, że gdyby jeszcze raz zaczynał transformację przywiązywałby znacznie więcej uwagi do tych trzech obszarów. Bez edukacji i akulturacji Polska będzie zataczała się od ściany do ściany politycznego spektrum, a interwały zdrowego rozsądku będą coraz krótsze, aż w końcu będą zbyt krótkie, by mogła się ziścić jakakolwiek głębsza zmiana, by zdążyły wejść w życie wszelkie inne, choćby najpilniejsze i najbardziej pożądane reformy.
  1. Nie wszystko jest polityczne w potrzebie pilnej reformy sektora kultury. Na doraźnie polityczne motywy nakłada się zmiana cywilizacyjna o sejsmicznych konsekwencjach. W ciągu zaledwie dekady w macierzy dyscyplinarnej paradygmatu zmieniło się wszystko: model dystrybucji, model finansowania, model uczestnictwa, model kreatywny. Gdyby elementy macierzy zmieniały się co dziesięć lat prawdopodobnie jako gatunek moglibyśmy się skutecznie adaptować. Nie dajemy rady, bo nic w ludzkiej psychice nie przygotowuje nas na takie tempo i głębokość Zmiany. Pojawiły się lęki i frustracje. W istocie nie mówimy już o lękach epoki, ale o epoce lęku. Lęk – paliwo populistów wszelkiej maści. To oni mają gotowe i łatwe odpowiedzi na trudne pytania. Ignorancję i arogancję populistów jest w stanie powstrzymać tylko kultura i edukacja, lepszego rozwiązania póki co nie wymyślono.
  1. Każda władza, która myśli, że są pilniejsze wydatki, że kultura jest kosztowna, prędzej czy później przekonuje się ile kosztuje zaniechanie w tej domenie. I znika, odchodzi w niebyt…
  1. Z alternatywnymi strategiami jest trochę tak, jak z posiadaniem broni. Lepiej mieć i nie potrzebować niż potrzebować i nie mieć. Każdemu nowemu ministrowi kultury pierwsze cztery lata zajmuje opracowanie nowej strategii, a mało który ma więcej czasu. Może trzeba o tym pomyśleć już teraz?

Są uczeni i myśliciele, którzy sądzą, że populizm to nie epidemia, ale szczepionka. Niestety, nic nie wskazuje na to, żeby mieli rację, a wiele wskazuje na to, że to lekarstwo gorsze od choroby. Wydaje się, że rację miał i wciąż ma stary Miłosz, który wymiennie używając słów „kultura“ i „edukacja“ w nich widział niedrogie i łatwo dostępne antyciała na epidemię prostych odpowiedzi.

Wszystkich zatroskanych o przyszłośś Polski proszę o solenny, godny i odpowiedzialny namysł nad pytaniem: po co państwu kultura. O refleksję ile państwa w kulturze, a ile kultury w państwie. O praktyczne rekomendacje jak wytyczyć granice między polityką kulturalną a inżynierią kulturową. Jak odseparować publiczne pieniądze od prywatnych poglądów ich dysponentów.

 

Autor: Paweł Potoroczyn, menadżer kultury, Towarzystwo Kultury Stosowanej.

Zobacz również

Wpisz wyszukiwany termin powyżej i naciśnij Enter, aby wyszukać. Naciśnij ESC, aby anulować.

Wróć do góry