Psychologia pandemii

 

Wciąż jesteśmy w środku pandemii. Została z nami dłużej niż początkowo sądziliśmy i nawet optymistyczne prognozy zakładają, że czeka nas jeszcze co najmniej klika lub kilkanaście kolejnych miesięcy z wirusem. Pandemia, obok negatywnych skutków dla gospodarek (np. spadki PKB poszczególnych krajów, zmniejszenie inwestycji) i konsekwencji politycznych (np. przegrane wybory prezydenckie Donalda Trumpa), spowodowała także wiele problemów natury społecznej.

Niektóre z nich widoczne są już dzisiaj (np. duże bezrobocie w branżach najbardziej dotkniętych przez pandemię, utrudniony dostęp do opieki zdrowotnej i świadczeń medycznych, wykluczenie edukacyjne niektórych uczniów). Z innymi przyjdzie się nam mierzyć dopiero po zakończeniu pandemii (np. jeszcze większy wzrost bezrobocia, pojawienie się nowych wykluczonych grup – kobiety znikające z rynku pracy, osłabienie kondycji psychicznej wielu osób, stres pourazowy) niezależnie od tego, jak długo potrwa obecna nadzwyczajna sytuacja.

Być może w najbliższym czasie będziemy mieli powszechny dostęp do szczepionki przeciw Covid-19. Dziś jednak wciąż nie wiadomo kiedy, kto i na jakich zasadach będzie mógł się zaszczepić. Wiele osób podziela obawy, czy w ogóle zdecydować się na ten krok i nie chodzi wcale o grupy związane z ruchem antyszczepionkowym, który – przynajmniej na niektórych etapach pandemii – wzrastał w siłę.

Poszczególne państwa na własną rękę starają się wyjść z kryzysu dzięki uruchamianiu różnego rodzaju programów pomocowych. W wielu krajach podejmowane są działania wspierające obywateli, w Polsce są to np.  programy dla biznesu tzw. tarcze antykryzysowe oraz inicjatywy skierowane do osób szczególnie dotkniętych przez koronawirusa, np. seniorów. Aktualnie w Unii Europejskiej zapadają też decyzje dotyczące nowego budżetu oraz funduszu odbudowy gospodarek po pandemii koronawirusa. Jednak większość obszarów z zakresu polityk społecznych (np. kwestia zdrowia) znajduje się w gestii państw narodowych, które samodzielnie będą musiały zadecydować jak zaradzić popandemicznym problemom.

O niektórych wyzwaniach społecznych spowodowanych przez pandemię rozmawiamy z prof. Dominiką Maison, profesor psychologii Uniwersytetu Warszawskiego, specjalizującą się w badaniu zachowań konsumenckich oraz z prof. Mirosławem Grewińskim, Rektorem Uczelni Korczaka, ekspertem z zakresu polityki społecznej.

 

THINKTANK: Nie było jednej reakcji na pandemię, wspólnej dla wszystkich państw, nie tylko na świecie, ale i w Europie. Poszczególne rządy działały w sposób autonomiczny i niejednokrotnie podejmowały zupełnie odmienne decyzje. W dłuższej perspektywie będzie to rodzić różne skutki społeczne w każdym kraju. Czego możemy się spodziewać?

 

Mirosław Grewiński

Sposób naszego działania jest determinowany kulturowo. Choć w skali globalnej należymy do kręgu kultury śródziemnomorskiej będącej podstawą tożsamości narodów współczesnej Europy, to jednak pomiędzy poszczególnymi państwami istnieją znaczące różnice. Dlatego w różnych regionach Europy obserwujemy odmienne modele polityki społecznej, które wpływają na sposób reakcji na pandemię. Możemy mówić o dwóch dominujących podejściach. Z jednej strony obserwujemy wzrost lęku, nieufności i obaw. W skali makro w przyszłości spowoduje to obawy przed migracją i podejmowaniem pracy za granicą czy nawet integracją europejską. Wzrost bezrobocia w większości państw sprawi, że imigranci albo nie będą potrzebni w takim samym stopniu jak przed pandemią, albo nie będą mile widziani. Jeśli taka postawa się utrzyma, może to zmienić wspólnotę europejską. Z drugiej strony jesteśmy świadkami zacieśniania więzi w społecznościach lokalnych – rodzinnych i sąsiedzkich. Oczywiście ma to wydźwięk pozytywny, bo buduje wspólnotę, ale może też w niektórych środowiskach podsycać stereotypy i uprzedzenia, co w konsekwencji prowadzi do wzrostu znaczenia populizmów i nacjonalizmów. Dlatego dziś bardzo trudno przewidzieć, którą drogą pójdziemy, jako Europa, ale i jako poszczególne państwa.

 

 

Dominika Maison

Sądzę, że w najbliższym czasie możemy spodziewać się jeszcze większych podziałów społecznych. Rozwarstwienie widzimy już na poziomie zachowań konsumenckich i będzie się ono pogłębiać. Z pewnością pandemia przyczyniła się do powstania grupy osób o dużo mniejszej sile nabywczej ze względu na utratę pracy lub obniżoną pensję. Z drugiej strony stworzyła też wąską grupę, która na pandemii się bogaci i korzysta z rynku pełnymi garściami. Z badań wynika jednak, że nasze zachowania konsumenckie zależą w większym stopniu od naszych wewnętrznych predyspozycji, niż czynników zewnętrznych. Dlatego też reakcja konsumentów na pandemię jest bardzo różna. Jedni np. zaczęli robić wielkie zapasy, inni postanowili hedonistycznie wydawać na przyjemności i żyć z dnia na dzień. To jak ktoś wydaje pieniądze, również w pandemii, zależy bardziej od cech wewnętrznych (np. poziomu materializmu), niż od zasobności portfela. Oczywiście inne kwoty wydaje osoba majętna, a inne ta, która stale jest na debecie, ale schemat zachowania, jak powiedziałam, zależy bardziej od jej cech wewnętrznych. Zatem klasyczne podejście ekonomistów wskazujące majętność jako główny wyznacznik wydatków nie jest prawdziwe. Można się zatem spodziewać, że np. osoby o wysokim poziomie materializmu, czy znacznej skłonności do konsumpcji, niezależnie od sytuacji materialnej wynikającej z pandemii, będą kupowały więcej niż przeciętnie lub na ile je stać i często na pokaz. Z resztą potwierdzają to również nasze badania. 

 

THINKTANK: Zatem pandemia nie wyhamuje materializmu konsumentów, a jedynie zamrozi potrzebę zaspokajania przynajmniej niektórych potrzeb konsumenckich. Najprawdopodobniej spowoduje wzrost frustracji wśród osób o wysokim poziomie materializmu. Pod wpływem lockdownu spowodowanego przez Covid-19 zmieni się jednak rynek. W jaki sposób?

 

Dominika Maison

Już zmieniły się pewne zachowania i ten trend będzie się pogłębiał, bo konsumenci szybko przyzwyczają się do nowych sposobów zaspokajania potrzeb. W szczególnym stopniu dotyczy to większego zainteresowania zakupami online. Oczywiście zakupy przez Internet były możliwe również przed pandemią, znacząco zmieniła się jednak skala tego zjawiska. Osoby, które do tej pory z różnych powodów w ogóle nie korzystały z zakupów online, przełamały opory. Przez Internet kupujemy też coraz częściej produkty, w które do tej pory zaopatrywaliśmy się w sklepach stacjonarnych, np. spożywcze. Ta zmiana nie spowoduje jednak zupełnych pustek w galeriach handlowych, bo część klientów do nich wróci, zaspokajając w nich inne potrzeby, np. potrzebę kontaktu z innymi, potrzebę zobaczenia, dotknięcia towaru czy orientacji w tym co modne. Tradycyjne sklepy nie znikną, ale zaczną pełnić inną funkcję. Przede wszystkim będą miejscem, gdzie można obejrzeć i przymierzyć towar, ale niekoniecznie miejscem, w którym będziemy robić zakupy.

 


THINKTANK: Na początku pandemii byliśmy świadkami dużej solidarności sąsiedzkiej i powstawania wielu oddolnych inicjatyw. Często jednak poczucie zagrożenia było na tyle duże, że niejednokrotnie woleliśmy zachować dystans. Oczywiście to było i jest rekomendowane, ale strach odsuwa nas od ludzi. Inni stanowią przecież potencjalne zagrożenie. Czy pozostaniemy już tacy rozdarci między chęcią wchodzenia w relacje a potencjalnym zagrożeniem, jakie one mogą spowodować?  

 

Mirosław Grewiński

W mojej ocenie podczas pandemii mamy do czynienia z trzema rodzajami postaw. Pierwszą prezentują osoby zalęknione, przeżywające bardzo silne negatywne emocje. Często mają one w rodzinach osoby starsze lub z chorobami współistniejącymi, co rodzi obawę o zdrowie i życie najbliższych. Osoby te, gdy wychodzą na zewnątrz, starają się przemykać niezauważenie i zachowują duży dystans społeczny względem innych. Drugą grupę postaw prezentują osoby zdroworozsądkowe. Starają się zachowywać zgodnie z aktualnymi zaleceniami, gdy to możliwe zostają w domach, działają zatem bardziej racjonalnie niż emocjonalnie. Trzecią grupę stanowią lekkoduchy, osoby bagatelizujące pandemię lub w ogóle negujące jej istnienie. Najczęściej nie respektują one obowiązujących zasad, na zewnątrz poruszają się bez maseczki kierując się magicznym myśleniem „mnie to nie dotyczy”. W mojej ocenie na nasze zachowania wpływ mają nie tylko nasze cechy charakteru czy osobowość, ale przede wszystkim wspólne nam skrypty kulturowe. Przykładowo Szwecja nie wprowadziła surowych obostrzeń na żadnym etapie pandemii, bo kierowała się mądrością obywateli i ich odpowiedzialnością społeczną. Z kolei w bardziej „relacyjnych” społecznie Włoszech taki schemat działania z pewnością by się nie powiódł. W pierwszym okresie pandemii my Polacy potrafiliśmy zachować dyscyplinę, co można tłumaczyć naszą historią odwołującą się do czasów realnego socjalizmu czy komunizmu. Kiedy państwo nakazało zostać w domach, w większości przypadków byliśmy skłonni się podporządkować. Państwa skandynawskie jak Szwecja, czy anglosaskie jak Wielka Brytania, z silnymi tradycjami liberalnymi mają z tym trudność.

 

Dominika Maison

Oczywiście aspekt kulturowy wpływa na nasze zachowania, ale duże znaczenie mają również różnice indywidualne między osobami. Większe znaczenie mają różnice indywidualne. To właśnie one wyznaczają nasz sposób zachowania. Jak wcześniej wspomnieliśmy, część ludzi niemal z zasady postępuje na przekór obowiązującym regułom, niejako mając we krwi kontestowanie obowiązujących zasad. W psychologii zjawisko to nazywamy reaktancją. Grupa ta w jednej kulturze może być mniejsza, a w drugiej większa, ale nadal jest to cecha indywidualna, osobnicza – nawet jeśli stwierdzimy, że jako Polacy jesteśmy mniej buntowniczy niż Włosi, to są wśród nas osoby silnie buntujące się, a wśród Włochów podporządkowujące się nakazom. Od początku pandemii wraz z zespołem z UW przyglądamy się zachowaniom konsumenckim. Zapewne wszyscy pamiętamy jej początki i puste półki w sklepach. Z naszych badań wynika, że niektórzy konsumenci przeznaczyli na zakup zapasów kwoty w okolicach 1000, a nawet 2000 zł. Pod wpływem impulsu w sposób niekontrolowany robili ogromne zakupy, które kompensowały im brak poczucia kontroli nad epidemią i łagodziły lęki. Wyniki tych badań pokazały również, że osoby, które mają wysoki poziom lęku związanego z pandemią boją się zarażenia w większym stopniu, przez co też łatwiej poddają się restrykcjom. Nie ma większego znaczenia czy rzeczywiście znajdują się w grupie ryzyka. Znów mamy do czynienia z różnicą indywidualną między ludźmi. Warto pamiętać, że nie jesteśmy wszyscy tacy sami, co najwyżej można nas zaklasyfikować do jakiejś wyodrębnionej grupy – segmentu ze względu na podobieństwo jakiejś cechy. To jak będziemy zachowywać się po pandemii, kiedy to wszystko się już skończy, zależy od pierwotnego strachu, lęku, który żywimy. Niektórym wszelkie obawy miną od razu, właściwie już w tej chwili nie odczuwają strachu. Z innymi lęk pozostanie – szczególnie dotyczy to osób wrażliwych lub rozchwianych emocjonalnie – i niestety może utrzymywać się nawet latami. Dla tych osób pandemia to naprawdę traumatyczne przeżycie, które może po jej zakończeniu dawać objawy stresu pourazowego. Oczywiście jest jeszcze rzesza osób szczególnie narażona na zachorowanie, pracująca z chorymi na Covid-19. Przeżywany przez nich lęk i strach, ale też bezsilność i wyczerpanie, z pewnością będą miały konsekwencje dla kondycji psychicznej polskiego społeczeństwa. Dziś trudno mówić o skali tego zjawiska, ale należy spodziewać się widocznych negatywnych psychologicznych konsekwencji pandemii.

 

THINKTANK: Jak te nasze indywidualne lęki przełożą się na politykę społeczną i politykę w ogóle? Czy politycy będą teraz grać strachem kreując politykę państwa?

 

Mirosław Grewiński

Sporo zależy od liderów politycznych, a w samej Europie są oni bardzo różni. W polityce od lat obserwujemy kryzys przywództwa. Ale dopiero w ostatnim czasie wyraźnie widać wykorzystanie kryzysów do przejmowania większej kontroli, ograniczania swobód, umacniania władzy i legitymizowania niedemokratycznych procesów decyzyjnych w polityce. W Polsce widać to bardzo wyraźnie. W innych krajach europejskich jest różnie. Znów odwołam się do Szwecji, gdzie zarządzanie kryzysem koronawirusa oddano w ręce ekspertów. W Polsce wręcz odwrotnie – pierwsze skrzypce odgrywają politycy i to oni podejmują wszelkie decyzje. Sądzę, że po pandemii na sile zyskają państwa narodowe. Nie sądzę jednak, że nastąpi redefinicja państwa opiekuńczego i polityk społecznych. Przecież pandemia nie jest równoznaczna ze zwiększeniem nakładów na zdrowie czy pomoc społeczną. Wręcz przeciwnie – uważam, że państwa będą ratowały gospodarkę za pomocą cięć socjalnych. Jakaś grupa społeczna na pewno na tym straci, np. osoby korzystające z pomocy społecznej, a jest ich w Polsce ponad 150 tys. To nie jest grupa, która upomni się o swoje.

 

 

Dominika Maison

Według mnie w Polsce stale popełniamy ten sam błąd. Politycy wprowadzają zakazy, których ludzie nie rozumieją. Jeżeli wiemy, z jakiego powodu pewnych rzeczy nie możemy robić, łatwiej o akceptację i dostosowanie się do wymogów. Brak zrozumienia rodzi frustrację, a ona agresję. Klasycznym przykładem na początku pandemii był zakaz chodzenia do lasu. Nawet ci, którzy zwykle tego nie robią, uznali ten zakaz za absurdalne ograniczenie ich wolności. Dużo łatwiej zaakceptowaliśmy zamknięcie galerii handlowych, bo było to dla nas bardziej zrozumiałe. Problem mieliśmy też z maseczkami, bo komunikacja w mediach od początku była niespójna. Jedni mówili, że maseczki należy bezwzględnie nosić, inni, że raczej zaszkodzą, jeszcze inni, że nie pomogą, ale nie zaszkodzą – istny chaos komunikacyjny. Oczywiście można go wykorzystać do celów politycznych. Niezrozumienie, frustracja, agresja, może też bunt. Z nim w Polsce również mamy do czynienia, nawet jeśli bezpośrednią jego przyczyną nie jest pandemia. Wyraźnie widać to teraz, na przykładzie strajku kobiet.

 

THINKTANK: Jak będzie wyglądało społeczeństwo po pandemii? Wygląda na to, że nadmierny optymizm nie jest wskazany. Czekają nas bowiem podziały, wzmożony strach, brak wzajemnego zrozumienia. Nie jest to dobra wróżba na przyszłość.

 

Mirosław Grewiński

Dokładnie tak. Ponadto skutki gospodarcze pandemii będą elementem polaryzującym społeczeństwo. Już są grupy, które na pandemii straciły – pracę, firmę, dochody. Zwiększy się bezrobocie, ubóstwo i rozwarstwienie społeczne. Nawet możemy spodziewać się kryzysu klasy średniej, która do tej pory poprzez system podatkowo-składkowy i konsumpcję w największym stopniu dźwigała polską gospodarkę. To byłoby bardzo niebezpieczne.

 

Dominika Maison

Zgadzam się. Będziemy mieli do czynienia ze skontrastowaniem społeczeństwa na wielu poziomach i płaszczyznach. Sądzę, że najbardziej ucierpi środek, a skrajności jeszcze się wyostrzą. Zwiększy się liczba osób biednych, najbardziej poszkodowanych, ale też zwycięzców, którzy nieetycznie wykorzystali sytuację albo po prostu trafili ze swoim biznesem podczas pandemii, mieli szczęście. Zmianom ulegną zachowania konsumenckie. U części osób ograniczenia związane z pandemią już wyzwoliły silną potrzebę kompensacji i redukcji lęku poprzez konsumpcję. Pojawiły się jednak też inne postawy – kontestacja konsumpcji. Część osób przewartościowała swoje dotychczasowe nawyki zakupowe, doszła do wniosku, że nie potrzebuje nowych ubrań czy butów w każdym sezonie. Ten kontrast i polaryzacja pojawi się też prawdopodobnie w innych obszarach.

 

THINKTANK: Jak pod wpływem pandemii zmienią się trendy konsumenckie? Automatyzacja oraz digitalizacja rewolucjonizują rynek. Trend ten był mocny jeszcze przed pandemią, teraz przyspieszył i wszystko wskazuje na to, że z nami już pozostanie.

 

Dominika Maison

Zdecydowanie tak. Aktualnie ze względu na ograniczone możliwości bezpośredniego kontaktu korzystamy z teleporad lekarskich zamiast tradycyjnych wizyt w gabinecie lub uprawiamy sport dzięki dostępności treningów online. Zdecydowanie wzrósł obrót bezgotówkowy nawet wśród tych konsumentów, którzy do tej pory od tego stronili. Okazało się, że taka forma płatności jest dla nich wygodna i nie należy się jej obawiać. W naszym myśleniu o usługach na odległość możemy pójść jeszcze dalej, nawet jeśli dziś jest to jeszcze futurologia, i wyobrazić sobie usługę dentystyczną wykonywaną przez maszynę, którą stomatolog, gdy zajdzie taka potrzeba, co najwyżej zdalnie steruje. Dziś w ten sposób przeprowadzane są przecież niektóre operacje. Jeśli wirus zostanie z nami na lata, wszelkie usługi będą rozwijały się w tym kierunku.


Mirosław Grewiński

Zgadzam się, społeczne konsekwencje automatyzacji i digitalizacji będą znaczne. Uczelnia Korczaka realizowała międzynarodowy projekt „Transformers” z udziałem kilkunastu światowych ekspertów.  Wynika z niego, że do 2030 r. aż 800 mln miejsc pracy zostanie zautomatyzowanych. Jeśli pandemia przyspieszy te procesy, a wszystko na to wskazuje, rynek pracy w najbliższej przyszłości całkowicie się zmieni. Zatem będziemy mieli do czynienia nie tylko z tele-medycyną, ale też tele-opieką czy tele-rehabilitacją. Zmiana dokona się również w szeroko rozumianym sektorze edukacji. Szkoły, uczelnie, ale i szkolenia biznesowe w dużym zakresie mogą być realizowane online, niejednokrotnie z lepszymi rezultatami w porównaniu z tradycyjną edukacją. Są dzieci, które dzięki e-edukacji osiągają lepsze wyniki, bo w końcu mogą skoncentrować się na nauce. Oczywiście nie twierdzę, że bezpośrednie relacje koleżeńskie są niepotrzebne, uważam, że do prawidłowego rozwoju są wręcz niezbędne, ale wyobrażam sobie przyszłą szkołę i edukację w modelu hybrydowym, precyzyjnie dostosowanym do potrzeb określonych osób.

 

THINKTANK: Jest jeszcze druga strona automatyzacji i digitalizacji – wzrost bezrobocia, co dodatkowo spotęguje pandemia. Część osób będzie musiała się przekwalifikować, zmienić zawód. Można przypuszczać, że dla niektórych będzie to wyzwanie, które siłą rzeczy wiąże się z kosztami psychologicznymi – zrodzi lęk, frustrację, poczucie niedostosowania. Jedną z szeroko dyskutowanych propozycji jest wprowadzenie podstawowego dochodu gwarantowanego, który ma uchronić osoby bezrobotne przed wykluczeniem i biedą. Może to jest rozwiązanie?

 

Mirosław Grewiński:

Akurat w Polsce mamy spore doświadczenie z bezrobociem, które jeszcze 10-15 lat temu było na poziomie 20 proc. Zniwelowaliśmy je m.in. dzięki akcesji do Unii Europejskiej i fali migracji – z kraju wyjechało przecież 2 mln rodaków. Oczywiście to jest kiepskie rozwiązanie, bo powoduje utratę kapitału ludzkiego, zasobów pracy.

Czego jednak nie wykorzystujemy, to potencjału ekonomii społecznej. To przecież sfera aktywności obywatelskiej, która dzięki połączeniu działalności ekonomicznej i pożytku publicznego może służyć integracji zawodowej i społecznej osób zagrożonych marginalizacją, tworzyć miejsca pracy, realizować usługi społeczne oraz służyć rozwojowi lokalnemu. Nawet jeśli przedsiębiorstwa społeczne i spółdzielnie byłby subsydiowane przez państwo, wciąż byłyby opłacalne – służyłyby interesowi ogółu. Osobiście nie jestem zwolennikiem bezwarunkowego dochodu podstawowego. Praca nie polega bowiem jedynie na uzyskaniu wynagrodzenia i dochodu. Poprzez pracę realizujemy wiele ważnych funkcji społecznych, choćby wytwarzamy dobra i usługi, budujemy relacje, de facto czujemy się potrzebni w szerszym kontekście społecznym. Jan Paweł II, w encyklice społecznej Laborem exercens (łac. Wykonując pracę), pisał, że praca jest godnością, a godność jest przecież podstawową i niezbywalną wartością człowieka. W pełni zgadzam się z takim spojrzeniem na pracę.

 

Dominika Maison

Kolejny raz odwołam się do różnic indywidualnych, bo to one warunkują łatwość bądź trudność z adaptacją do nowych, zmieniających się warunków. Jednym zmiana przychodzi łatwo, można powiedzieć, że lubią, gdy coś się dzieje, ciągle robią nowe rzeczy – zmieniają pracę, partnerów, miejsce zamieszkania, natomiast dla innych zmiana to istny koszmar. Potrafią 50 lat mieszkać w jednym mieszkaniu, wykonując od 40 lat na tym samym stanowisku tę samą pracę. Oczywiście ma na to wpływ edukacja, bo kiedyś uczyliśmy ludzi konkretnego zawodu i niemal pewne było, że będą go wykonywać przez całą karierę zawodową. Górnik będzie pracował w kopalni, a naukowiec na uniwersytecie. Aktualnie żyjemy w innym świecie i elastyczności dopiero się uczymy. Pandemia nie dałam nam czasu na przygotowanie, przyszła nagle i na bieżąco musieliśmy przystosowywać się do nowych warunków. Dlatego wygrają ci, którzy mają większą umiejętność przystosowywania się, będzie im też dużo łatwiej po zakończeniu pandemii. Zależność ta dotyczy także firm. Biznesy, które tkwią w starym stylu myślenia, nie poradzą sobie z kryzysem, który nieuchronnie nas czeka. W tej sytuacji umiejętność szybkiej zmiany profilu przedsiębiorstwa czy przekwalifikowania się na obszary bardziej dostosowane do potrzeb rynku będzie gwarancją sukcesu, a może i warunkiem przetrwania.

 

 

THINKTANK: Oczywiście indywidualne cechy psychologiczne są kluczowe, ale wiele zależy też od państwa lub polityk unijnych, które mogą pomagać lub przeszkadzać w wychodzeniu z pandemii. Początkowy chaos i zaskoczenie były zrozumiałe, ale w dalszej perspektywie liczy się dobra strategia wychodzenia z kryzysu. Część osób przecież sama sobie nie poradzi. Być może konieczna jest większa integracja europejska?

 

Mirosław Grewiński

Przez lata integracji europejskiej obserwujemy tylko dwa procesy, integrację polityczną i gospodarczą. Integracja społeczna nigdy nie była priorytetem, a to rodzi konkretne konsekwencje widoczne podczas pandemii. Według mnie większość problemów unijnych, z którymi aktualnie się mierzymy – jak brak solidaryzmu lub kryzys przywództwa – bierze się z braku zintegrowanych systemów polityki społecznej. A dla wszystkich społeczeństw istotne są przynajmniej cztery podstawowe kwestie: zdrowie, praca, inkluzja społeczna oraz zaufanie. Pandemia koronawirusa dobitnie uświadomiła nam, jaką wartością jest zdrowie. Dostęp do opieki zdrowotnej i usług medycznych oraz poczucie bezpieczeństwa w tym zakresie są priorytetowe. Nie mniej ważny jest dostęp do pracy. Jak stworzyć system, w którym osoby tracące pracę relatywnie szybko znajdują nową? Truizmem jest stwierdzenie, że bez dostępu do pracy nie ma dochodu. Warto jednak podkreślać, że bezrobocie zubaża społeczeństwo, prowadzi do wykluczenia konsumpcyjnego i społecznego. I nie chodzi jedynie o nabywanie nowych dóbr materialnych, ale konsumowanie treści, które nie jest możliwe np. bez przebywania w odpowiednich kręgach. Ostatnią kwestią, na którą chcę zwrócić uwagę jest zaufanie. Poziom zaufania społecznego w Polsce jest niski od lat, a przy obecnych podziałach politycznych naprawdę trudno o optymizm. Jeśli pandemia pogłębi istniejące różnice, dojdzie do jeszcze większej polaryzacji społeczeństwa choćby ze względów gospodarczych, związanych z dostępem do pracy. Potrzebne jest zatem poszukiwanie jakiejś nowej formuły działającej więziotwórczo na społeczeństwo. Dziś łatwiej nam wskazać, co nas dzieli niż co nas łączy.

 

Dominika Maison

Przede wszystkim sami musimy zadbać o siebie. Choć wciąż mamy ogromny przyrost zachorowań, widać, przynajmniej u niektórych osób, większe zrozumienie pandemii i dystans do szumu medialnego wokół Covid-19. Absolutnie nie chcę bagatelizować zagrożenia, ale pokazać, że to również okazja do jakiejś formy refleksji nad własnym życiem. Warto zadbać o własny komfort psychiczny i nie bombardować się wszystkimi komunikatami na temat koronawirusa. Jeśli czujemy, że te negatywne informacje wyprowadzają nas z równowagi lub podnoszą poziom lęku, warto się przed nimi chronić. Oczywiście trzeba być na bieżąco, śledzić obostrzenia czy nowe regulacje, ale też pamiętać, że takie odcięcie wielu osobom może pomóc, a nawet uratować życie.

 

Tekst powstał na podstawie rozmowy z cyklu CSM LIVE TALKS. Naszymi gośćmi byli: Dominiką Maison, profesor psychologii Uniwersytetu Warszawskiego, specjalizującą się w badaniu zachowań konsumenckich oraz Mirosław Grewiński, profesor i Rektor Uczelni Korczaka, ekspert z zakresu polityk społecznych. Rozmowę przeprowadziła dr Małgorzata Bonikowska, prezes CSM i THINKTANK. 

 

 

 

Oprac. dr Katarzyna Młynek, Dyrektor Programowa THINKTANK

 

 

 

 

 

 

POWRÓT ↵

Wpisz wyszukiwany termin powyżej i naciśnij Enter, aby wyszukać. Naciśnij ESC, aby anulować.

Wróć do góry