Samoregulacja lepsza od regulacji

07.11.2019 | Naszym zdaniem

Home 5 Naszym zdaniem 5 Samoregulacja lepsza od regulacji

6 listopada br. podczas konferencji Nienieodpowiedzialni ogłoszono „Deklarację Odpowiedzialnej Sprzedaży”- niezwykle ciekawą inicjatywę samoregulacyjną sektora finansowego.

Stoją za nią trzy instytucje finansowe: Spółdzielnia ANG, której prezes Artur Nowak-Gocławski  jest pomysłodawcą  przedsięwzięcia, banki Santander i BNP Paribas oraz Federacja Konsumentów.  Dokument nazwany „Deklaracją… „ stwierdza, że jej sygnatariusze będą oferować klientom produkty finansowe przejrzyste, zrozumiale i proste, dopasowane do potrzeb konsumenta, za godziwą cenę. Dalej jest mowa o wysokiej jakości obsługi, rzetelnej promocji, skutecznym systemie składania skarg. Co w tym nadzwyczajnego? Teoretycznie każdy sprzedawca każdego produktu powinien tak postępować.

Przypomnijmy sobie w tym miejscu, jak doszło do kryzysu finansowego w 2008 r. Zaczął się on od wielkiego boomu na rynku nieruchomości mieszkaniowych. Największe i mniejsze amerykańskie banki zachłysnęły się przyszłymi zyskami od masowo udzielanych kredytów hipotecznych. Brały je coraz chętniej miliony Amerykanów, w tym tacy, których nie było na nie stać. W pogoni za zyskiem przymykano na to oczy, stopniowo obniżając kryteria wiarygodności kredytowej.

Sprytni finansiści postanowili skorzystać na tym boomie dodatkowo. Banki i fundusze zaczęły sprzedawać na prawo i lewo „nowatorskie” produkty inwestycyjne, konstruowane przez wybitnych matematyków i fizyków, oparte na instrumentach pochodnych (derywatach) od rynku kredytów hipotecznych. Następnie powstawały derywaty od derywatów, derywaty od derywatów od derywatów… Kupowali je masowo inwestorzy indywidualni, ale przede wszystkim inne banki i fundusze w Ameryce oraz w Europie. Wszyscy spodziewali się zarobić krocie.

Przesłuchiwani później w Kongresie USA menedżerowie instytucji oferujących derywaty ze wstydem przyznawali, że nie rozumieli ich istoty. Tymczasem kryzys na amerykańskim rynku hipotecznym wciąż trwa. W 2017 r. 900 tys. amerykańskich rodzin straciło domy zakupione na kredyt przed 2008 r., bo nie mogło spłacić rat, w 2018 r.  było ich już milion.

To wszystko jest  efektem najpierw nieodpowiedzialnej postawy amerykańskich polityków, którzy sprzyjali powstaniu systemu z niskimi stopami procentowymi i daleko posuniętą deregulacją oraz nieodpowiedzialnej postawy wpływowych finansistów, którzy zatracili rozsądek goniąc za coraz większym zyskiem.  Ale winę ponoszą także tysiące innych ludzi:  szeregowi pracownicy sektora bankowego, którzy udzielali kredytów hipotecznych osobom niezdolnym do ich spłacenia,  analitycy budujący skomplikowane instrumenty finansowe służące do zabezpieczania tych pożyczek,  traderzy, którzy tymi instrumentami handlowali oraz dyrektorzy, którzy na to wszystko pozwalali.

W tym kontekście „Deklaracja Odpowiedzialnej Sprzedaży” to projekt przełomowy. W Polsce misselling, czyli  sprzedaż produktów finansowych, które nie odpowiadają potrzebom kupujących, jest zjawiskiem rozpowszechnionym.  Świadczy o tym duża liczba skarg składanych przez klientów do instytucji i organizacji konsumenckich oraz liczne kary nakładane na sprzedawców przez UOKiK.

Przystąpienie do „Deklaracji…” jest dobrowolne. Nikt nie zmuszał do jej stworzenia  inicjatorów i nikt nie planuje zmuszać do jej podpisywania kolejnych sygnatariuszy. Ma to być wyraz ich społecznej odpowiedzialności i postawy etycznej. Co więcej, stosowanie tych zasad przez takie instytucje jak banki, fundusze inwestycyjne, towarzystwa ubezpieczeniowe czy leasingowe, może ograniczyć dotychczasowy poziom ich sprzedaży. Przemyslaw Gdański, prezes BNP Paribas, zapytany o to podczas ogłaszania inicjatywy, oświadczył, że się tego nie boi. Jego zdaniem sprzedawcy uczciwych produktów, świadomi ich wartości, będą pracować wydajniej i z większym przekonaniem, a klienci to z czasem docenią. Mamy zatem polską odpowiedź na niedawne wezwanie liderów amerykańskiego Business Roundtable, by biznes zerwał wreszcie z paradygmatem zysku jako jedynego celu działalności gospodarczej.

Po drugie, „Deklaracja…” to nie tylko zbiór deklarowanych zasad, ale został dla niej opracowany system kontroli. Zainteresowana posiadaniem certyfikatu poświadczającego antymissellingowe intencje instytucja musi bowiem poddać swoje produkty i procedury ich sprzedaży audytowi, który będzie przeprowadzać KPMG. Ma on być powtarzany co roku.

Po trzecie, inicjatorzy „Deklaracji…” ustanowili gospodarzem tej inicjatywy Federację Konsumentów. Będzie ona jej zapleczem organizacyjnym oraz, w oparciu o analizę zgłaszanych skarg konsumenckich,  obserwatorem skuteczności i inicjatorem ewentualnych korekt. A takiego rozwiązania jeszcze w Polsce nikt nie zastosował. Te samoregulacje biznesowe, które dotąd znamy, mają lepsze lub gorsze mechanizmy egzekucji deklarowanych wartości, ale żadna nie powierza ich samym zainteresowanym, czyli reprezentacji klientów.

To wszystko sprawia, że „Deklaracja…” zapowiada się jako przykład samoregulacji wysokiej jakości, spełniającej najwyższe standardy europejskie. Komisja i Parlament UE sprzyjają takim inicjatywom od dawna. W ubiegłorocznej nowelizacji dyrektywy audiowizualnej wyłożone zostały jednak nowe elementy doktryny samoregulacyjnej. UE zachęca państwa członkowskie do sprzyjania samoregulacjom biznesu i powstrzymywania się od rozwiązań legislacyjnych tam, gdzie biznes jest gotów nałożyć na siebie samoograniczenia. Praktyka pokazała bowiem, że rzetelne samoregulacje działają skuteczniej i są tańsze niż interwencje państwa. Jednak UE zobowiązuje też rządy państw członkowskich do uważnego  monitorowanie efektów samoregulacji. W przypadku stwierdzenia, że są one tylko zasłoną dymną, obowiązkiem regulatora jest szybkie zastąpienie ich aktami prawa.

Chcemy wierzyć, że rynek finansowy w Polsce uzna „Deklarację…” za swoją wielką szansę na zbudowanie wieloletniego zaufania klientów, dlatego będziemy ten proces z uwagą obserwować.

autor: Zbigniew Gajewski, partner w THINKTANK