Wiek paradoksów. Czy technologia nas ocali?

 

Natalia Hatalska – CEO i założycielka infuture.institute – instytutu badań nad przyszłością. Financial Times umieścił ją na liście New Europe 100, a Wysokie Obcasy uznały za jedną z 50 najbardziej wpływowych kobiet w Polsce. Wyróżniona w rankingu „Kogo słucha polski biznes?”, jako jeden z 10 najważniejszych autorytetów polskiego biznesu oraz na Liście Kobiet Roku Forbes Women Polska.

 

 

 

Każdy człowiek ma w swoim życiu kilka tak zwanych okresów kolizyjnych: okresów konfliktów wewnętrznych, kiedy rozpada się on sam, a dokładniej jego dotychczasowa struktura, to, w co wierzył, kim był, jakie miał cele i wartości. Następnie składa się on ponownie na innym, bardziej świadomym poziomie [1] . Brzmi filozoficznie, ale chodzi o nic innego jak wszystkie nasze kryzysy i bunty – zarówno te przeżywane w wieku dwóch, sześciu i kilkunastu lat, jak i te późniejsze, nazywane kryzysem wieku średniego czy kryzysem sześćdziesięciolatków. Zarówno te determinowane biologicznie, bo potrzebne, by przeciąć pępowinę, stać się odrębnym człowiekiem, jak i te będące wynikiem jakichś trudnych sytuacji i przeżyć. W naszym społeczeństwie większość z tych kryzysów ma niestety złą prasę, choć przecież są nie tylko nieuniknione, ale i niezbędne do rozwoju.

Ta książka jest wynikiem takiego okresu kolizyjnego w moim życiu. Teoretycznie pisałam ją przez półtora roku, ale w praktyce jest ona efektem moich przemyśleń z co najmniej czterech ostatnich lat. To książka o technologii [2], ale tak naprawdę o jakości naszego życia. O tym, że można je zmienić, zmieniając swoje myślenie, nastawienie i zachowanie. To książka o rezygnacji z iluzji, która jest bezpieczna i wygodna, która może nas karmi, ale ma niewiele wspólnego z realnym życiem. To książka o wyborach, których powinniśmy dokonać, nawet jeśli wolelibyśmy tego nie robić, bo tak byłoby nam łatwiej. Przede wszystkim jednak jest to książka o próbie zyskania świadomości. Ja sama nazywam ten moment otwarciem furtki – to moment pewnej refleksji, gotowości na zmianę i zobaczenia świata z innej perspektywy. Dopóki ten moment nie przyjdzie, gdzieś z wewnątrz, ze środka, choćby cały świat nam mówił, że białe jest białe, a czarne jest czarne, będziemy widzieć i uważać inaczej.

O tym, jak bardzo istotna jest w naszym życiu świadomość, świadczyć może fakt, że wielu autorów wspomina o niej niezależnie od siebie. Carl Gustav Jung, którego cytat otwiera tę książkę. Brytyjski pisarz i publicysta George Orwell w słynnym Roku 1984 [3]. Wreszcie Antonio Damasio, znany profesor neurologii, który pisze tak: „Od zawsze intrygował mnie ten szczególny moment, kiedy w oczekiwaniu siedzi się na widowni i nagle otwierają się drzwi na scenę, a w światło, które na nią pada, wchodzi performer. Albo też, patrząc z innej perspektywy, ten moment, w którym artysta czekający w półmroku widzi te same drzwi otwierające się na światła, scenę i publiczność. Kilka lat temu zdałem sobie sprawę, że szczególnie poruszające w tej chwili jest to, że niezależnie od punktu widzenia – jest ona ucieleśnieniem narodzin, swoistym przejściem przez próg, który oddziela bezpieczne, ale ograniczające schronienie od świata poza nim – pełnego możliwości, ale także ryzyka. (…) Mam poczucie, że to wejście w światło to także potężna metafora świadomości, narodzin wiedzącego umysłu; prostego, ale doniosłego wejścia własnego ja w świat przekonań, postaw i poglądów” [4].

 

 

Świadomość ma ogromny związek z wolnością osobistą. Powiedziałabym nawet, że nie można być naprawdę wolnym, jeśli nie jest się świadomym. Wolność zawsze zaczyna się od świadomości. Świadomość pozwala bowiem na podejmowanie własnych wyborów, nawet w świecie, który teoretycznie kontrolowany jest przez innych. W ten sposób świadomość daje nam poczucie sprawczości i wpływu na własne życie. Podam przykład.

Żyjemy dziś w świecie algorytmów. Netflix mówi nam, jakie filmy mamy oglądać, Spotify, jakiej muzyki słuchać, Amazon, jakie książki zamawiać, Facebook, jakie wiadomości czytać. Każdy z tych graczy zawęża nasze pole widzenia, pokazując nam tylko to, co zgodnie z algorytmem mogłoby się nam podobać, bo podobało nam się wcześniej; wrzuca nas w bańkę, która wyklucza spojrzenie z innej perspektywy. To nas zubaża – bo przestajemy dostrzegać różnorodność świata, która jest jego największą wartością – prowadzi do polaryzacji społecznej, uniemożliwia rozwój wynikający przecież ze zderzania się różnych poglądów, a także zwiększa kontrolę innych nad tym, jak i co myślimy. Dopóki nie mam świadomości, że tak działa świat cyfrowy, z którego w ogromnej mierze korzystam, nie mogę podjąć żadnej decyzji. Ani o tym, że nie chcę, aby treści były selekcjonowane przez algorytmy – bo nawet nie wiem, że algorytmy o tym decydują; ani o tym, czy i jak mam korzystać z mediów społecznościowych – bo nie wiem, że ich twórcy projektują je w taki sposób, by mnie od nich uzależnić; ani wreszcie o tym, czy rzeczywiście chcę funkcjonować w świecie, który budują dla nas giganci technologiczni – bo nie mam wiedzy, w jaki sposób ten świat powstaje, za pomocą jakich narzędzi oraz w jakim kierunku zmierza.

Jednak, jeśli tylko mam świadomość, zawsze mogę wybrać. Mogę zdecydować, że tak, będę kupować książki, które rekomenduje mi Amazon – choć wiem, że to ograniczona perspektywa – bo tak mi wygodniej i łatwiej. Ale mogę też zdecydować inaczej – że nie będę korzystać z rekomendacji Amazona, bo sama po swojemu chcę odkrywać świat, nawet jeśli wymaga to ode mnie więcej zaangażowania i czasu. Mogę zdecydować, że tak, chcę pozostać w bańce, którą stworzył mi Facebook, bo w ten sposób czuję się bezpiecznie i mogę rozmawiać z ludźmi, którzy mają takie same poglądy jak ja. A mogę zdecydować, że nie, że chcę poznać perspektywę innych osób, także tych, z którymi się nie zgadzam, co emocjonalnie więcej mnie kosztuje, ale za to pozwala mi zobaczyć świat takim, jaki jest on naprawdę.

Kiedy zyskujemy świadomość, zmienia się optyka. To już nie jest opowieść o wielkich korporacjach, które narzucają mi swoją wizję świata, ale opowieść o wyborach, których ja sama dokonuję. To już nie jest opowieść o kontroli, ale opowieść o wolności wyborów i dyskusja o ich konsekwencjach. To wreszcie dyskusja o tym, czy w perspektywie przyszłości naszego świata wartością jest sama wolność wyboru, czy jednak znaczenie ma także to, jaki wybór ostatecznie został bądź zostanie dokonany.

Świadomość, której efektem jest zmiana dokonana w nas samych, w naszym zachowaniu i naszych wyborach, jest czymś, czego nie da się przecenić. Wpływa na jakość naszego życia. Judith Viorst w książce To, co musimy utracić pisze tak: „To prawda, że teraźniejszość kształtowana jest bardzo mocno przez przeszłość. Ale prawdą jest również to, że okoliczności, jakie napotykamy na każdym etapie naszego życia, mogą wstrząsnąć fundamentami dawnych wzorców zachowań i zrewidować je. Prawdą jest też i to, że wgląd we własne wnętrze, niezależnie od wieku, w którym to nastąpi, może pomóc nam wyzwolić się od tego, by co dnia powtarzać tę samą, smutną śpiewkę” [5]. Mówiąc inaczej – jeśli ktoś chce zmienić świat, najpierw musi zmienić samego siebie. A jednocześnie, paradoksalnie, nie można zmienić siebie, dopóki nie zyska się świadomości, jak funkcjonuje świat i jakie zależności w nim panują.

Wierzę, że im więcej świadomych poszczególnych osób, tym bardziej świadome społeczeństwo, podejmujące takie decyzje, dzięki którym poprawia się jakość naszego życia. To właśnie od naszej świadomości na temat tego, jak radykalnie technologia zmienia się dziś z pojedynczych narzędzi w skomplikowany, autonomiczny system decydujący o kształcie demokracji, relacji międzyludzkich i bezpieczeństwie narodowym, i od świadomości, jakie mechanizmy tym systemem rządzą, zależy to, czy technologia ocali nas we współczesnym świecie – świecie pełnym paradoksów[6]. Paradoksów takich jak chociażby to, że inżynieria genetyczna pozwala nam projektować własne dzieci, a jednocześnie zmagamy się z epidemią niepłodności; różnego rodzaju urządzenia pomagają nam oszczędzać czas, a jednocześnie nieustannie czasu nam brakuje; postęp, który się dokonuje, jest niesamowity, a jednocześnie nierówności społeczne wciąż są niemożliwe do zasypania; wreszcie – że jesteśmy obecnie najbardziej połączeni w historii ludzkości, a jednocześnie najbardziej samotni.

 

 

Celem tej książki nie jest więc zaprezentowanie gotowych scenariuszy, które mają się wypełnić w przyszłości – nawet jeśli o nich piszę. Każdy ze scenariuszy można bowiem zawsze zmienić, ostatecznie przyszłość zależy od naszych wyborów tu i teraz. Celem tej książki nie jest też dawanie jednoznacznych odpowiedzi na kluczowe wyzwania, z którymi musimy się zmierzyć – w dzisiejszym skomplikowanym świecie optymalne recepty zwyczajnie nie istnieją.

Pisząc tę książkę, chciałam pokazać, dlaczego ja sama uważam tak, jak uważam. Chciałam pokazać, że świat nie jest płaski, ale wielowymiarowy. Że nie jest czarno-biały, że często nie można opowiedzieć się tylko po jednej ze stron. Że można i warto na niego patrzeć inaczej, z wielu perspektyw. Że można zacząć inaczej o nim myśleć i w związku z tym podejmować inne decyzje. Że potrzebne nam są pluralizm poglądów i źródeł, syntetyczna wiedza z różnych dziedzin oraz kulturowa i społeczna różnorodność, bo tylko w ten sposób możemy uchronić się przed popadnięciem w prezentowanie tylko jednej wizji świata, której przecież nie ma. Że oprócz rozmów o technologiach, urządzeniach, mechanizmach, ekonomii, wskaźnikach powinniśmy też rozmawiać o wartościach, szczęściu, wspólnocie, bo bez tego nie uda się nam realnie zmierzyć z problemami, które dziś przed nami stoją.

Pisząc tę książkę, chciałam też zasiać ziarno – nie niepokoju (i tak żyjemy dziś w kulturze strachu, zbyt wielu rzeczy się boimy), ale ziarno wątpliwości; wzbudzić większą potrzebę kwestionowania tego, co wokół nas. Przyzwyczailiśmy się bowiem patrzeć na nasz świat w kontekście problemów i rozwiązań. Tymczasem to, co jest nam dzisiaj potrzebne, to zadawanie więcej pytań. Być może też zawrócenie do tego momentu w naszym życiu, kiedy jako dzieci pytaliśmy ciągle: „A dlaczego?” oraz: „Co jest ważniejsze?” – bo pomagało nam to zrozumieć otaczającą nas rzeczywistość. Wreszcie, pisząc tę książkę, chciałam spróbować udowodnić, że wbrew powszechnemu przekonaniu: „Nie zbawisz świata sam!”, nasza wiedza, nasza świadomość i nasze działania mają wpływ na to, co nas czeka. Pokazać, że zgodnie z tym, co napisał Daniel Arsham na jednej ze ścian swojej wystawy, którą miałam okazję zobaczyć w 2019 roku w Moco Museum w Amsterdamie, „przyszłość jest łatwa do przewidzenia, jeśli to ty ją tworzysz”.

***

Książkę tę można czytać na wiele sposobów. Można ją czytać tak, jak została napisana, czyli od początku do końca. Ale można też czytać wybrane rozdziały, w dowolnej kolejności. Można wreszcie czytać nawet same przypisy, bo w nich poruszonych została cała masa innych pobocznych, choć równie istotnych wątków. Bardzo chciałabym, aby można było czytać tę książkę i jednocześnie ze mną dyskutować. I nawet jeśli książka jest tworem zamkniętym, to można to robić, zapisując swoje notatki ołówkiem. Sama tak robię, czytając publikacje innych autorów – książki, które przeczytałam, można poznać po podkreśleniach i uwagach na marginesach. Jestem też dostępna na blogu i na swoich profilach w mediach społecznościowych. Z przyjemnością będę rozmawiać.

 

autor: Natalia Hatalska 

 

PRZYPISY:

[1] Tak zwana teoria dezintegracji pozytywnej opracowana przez Kazimierza Dąbrowskiego i opisana w jego książce Dezintegracja pozytywna (więcej na jej temat piszę w rozdziale Książki do dalszych przemyśleń).

[2] Konsekwentnie w całej książce używam słowa „technologia” na określenie tego, co niektórzy określają dziś jeszcze mianem „techniki”. W języku polskim słowo „technika” oznacza bowiem – według Słownika wyrazów obcych – „ogół środków i czynności wchodzących w zakres działalności ludzkiej, związanej z wytwarzaniem dóbr materialnych”, a „technologia” – „metodę przetwarzania dóbr materialnych w dobra użyteczne; także: wiedzę o tym procesie”. Przy takim rozumieniu słowo „technika” jest szersze od słowa „technologia”. Jednak język jest żywy i aktualnie obserwujemy zamienne stosowanie tych wyrazów, a nawet wypieranie słowa „technika” i zastępowanie go słowem „technologia”. Wiąże się to z dosłownym tłumaczeniem z języka angielskiego, w którym istnieje wyraz technology (pojęciowo odpowiada on polskiemu wyrazowi „technika”) i wyraz technique, używany zdecydowanie rzadziej (który pojęciowo odpowiada wyrazowi „technologia”). Z tego powodu również, w moim odczuciu, słowo „technologia” aktualnie kojarzy się bardziej z najnowszymi osiągnięciami w tym obszarze, podczas gdy „technika” wywołuje konotacje z czymś przestarzałym, związanym bardziej z erą przemysłową. Dlatego też zdecydowałam się w książce używać słowa „technologia” w szerokim znaczeniu. Inna sprawa, że takie zmiany językowe w obszarze, który dynamicznie się zmienia, zdarzają się często – na przykład w 2000 roku słowo „internet” pisaliśmy inaczej, bo wielką literą (jako nazwa własna konkretnego rodzaju sieci; używało się zresztą określenia „sieć Internet”).

[3] „Dopóki nie połączy ich świadomość, nigdy się nie zbuntują; dopóki się nie zbuntują, nie staną się świadomi”. George Orwell, Rok 1984, tłum. Tomasz Mirkowicz, Wydawnictwo Muza, Warszawa 2019, s. 84.

[4] Antonio Damasio, The Feeling of What Happens: Body, Emotion and the Making of Consciousness, Vintage Books, London 2000, s. 3 (tłum. własne).

[5] Judith Viorst, To, co musimy utracić, tłum. Aleksander Gomola, wyd. 2 popr., Wydawnictwo Zwierciadło, Warszawa 2020, s. 416.

[6] Tak naprawdę największym paradoksem jest sama technologia. Z jednej strony, wiemy o niej wszystko, bo w końcu to człowiek ją tworzy; znamy każdą śrubkę, mechanizm działania każdego nowego urządzenia. A z drugiej strony, nie wiemy o niej nic. W. Brian Arthur, brytyjski ekonomista, autor książki The Nature of Technology: What It Is and How It Evolves (Penguin Books, London 2010) porównuje to do sytuacji w biologii przed sformułowaniem teorii ewolucji. Biolodzy wiedzieli wówczas wszystko o organizmach żywych – jak są zbudowane, z czego się składają, jak wygląda każda ich kość, tkanka czy kończyna – ale nie wiedzieli, jak wszystkie te elementy współdziałają ze sobą, jak są od siebie zależne, jak się zmieniają ani jak powstają. Tak samo jest z technologią dziś – nie sfomułowaliśmy jeszcze teorii jej ewolucji. „Wraz z ewolucją (jeśli uda nam się dowiedzieć, jak ona działa) nowe technologie rodziłyby się w pewien precyzyjny sposób ze swoich poprzedników, aczkolwiek ze znacznym mentalnym wsparciem [człowieka – dopisek mój, NH; nie ma tego słowa w oryginalnym tekście, ale wynika to z kontekstu książki], i rozwijałyby się poprzez jakiś zrozumiały proces adaptacji. Innymi słowy, gdybyśmy mogli zrozumieć ewolucję, moglibyśmy zrozumieć najbardziej tajemniczy z procesów: innowacje” (tamże, s. 15; tłum. własne). Jak widać, W. Brian Arthur traktuje technologię jak organizm żywy – do tego wątku wrócę szerzej w rozdziale Technologia jako forma życia.

 

 

POWRÓT ↵

Zobacz również

Wpisz wyszukiwany termin powyżej i naciśnij Enter, aby wyszukać. Naciśnij ESC, aby anulować.

Wróć do góry