Wirus nierówności zaraził kapitalizm i demokrację

29.06.2021 | Magazyn nr 39

Home 5 THINKTANK REVIEW 5 Magazyn nr 39 5 Wirus nierówności zaraził kapitalizm i demokrację

 

Nierówności ekonomiczne rosną na świecie od 40 lat. Nie byłoby powodu, żeby je przypominać teraz, kiedy najważniejsze jest opanowanie skutków pandemii, gdyby nie fakt, że właśnie w ciągu ostatnich 18 miesięcy zjawisko znacznie się spotęgowało. Do tego towarzyszą mu pesymizm, populizm i protekcjonizm. Czy możliwa jest zatem skuteczna recepta na wyjście z kryzysu bez zdecydowanych działań w kierunku bardziej inkluzywnego świata?

 

Najgłośniejsze alarmy w sprawie nierówności ekonomicznych i społecznych na świecie ogłasza Oxfam, międzynarodowa fundacja walcząca z ubóstwem. W ostatnich latach robi to w wydawałoby się najlepszym miejscu na tego rodzaju apele, czyli w szwajcarskim Davos podczas szczytu Światowego Forum Ekonomicznego. Raporty organizacji są wtedy podchwytywane przez media i chętnie komentowane przez liderów naszego globu. Niedługo potem temat niemal znika z pola uwagi na kolejny rok.

Raport Oxfam 2021 nosi znaczący tytuł „Wirus nierówności”. Organizacja przypomina w nim, że „Kryzys pandemiczny ogarnął świat, który i tak był już wyjątkowo nierówny. W tym świecie od 40 lat jeden procent najbogatszych zarabiał ponad dwukrotnie więcej niż biedniejsza połowa światowej populacji.  Grupa zaledwie 2000 miliarderów miała więcej majątku niż mogłaby wydać w ciągu tysiąca żyć. Prawie połowa ludzkości była zmuszona żyć za mniej niż 5,5 dol. dziennie”.

Wielu ekonomistów ma jednak do danych Oxfam sceptyczny stosunek, bo organizacja zbiera środki na walkę z biedą, co i ich zdaniem może wpływać na obiektywizm. Dlatego w poniższej analizie odwołamy się przede wszystkim do innych źródeł.

Światowy Raport Społeczny 2020” ogłoszony przez ONZ potwierdza, że od 1990 r. nierówności rosną w większości krajów rozwiniętych i w niektórych o średnich dochodach, w tym w Chinach i w Indiach. Państwa z rosnącymi nierównościami zamieszkuje ponad 2/3 (71 proc.) światowej populacji.

Raport Credit Suisse „Global Wealth Report 2020” precyzuje, że 1 proc. najbogatszych gospodarstw domowych na świecie, czyli posiadających aktywa finansowe i rzeczowe przekraczające 1 mln dol. netto, czyli bez długów, dysponuje w sumie 43,4 proc. światowego bogactwa. Dorośli z majątkiem poniżej 10 tys. dol. to 53,6 proc. światowej populacji, ale przypada im 1,4 proc. światowego bogactwa. Osoby, których majątek przekracza 100 tys. dol. stanowią 12,4 proc. światowej populacji, ale posiadają 83,9 proc. światowego bogactwa.

 

 width=

 

Przepaść między regionami

Według „Allianz Global Wealth Report” średnie aktywa finansowe netto na mieszkańca w Ameryce Północnej wynoszą 198 tys. euro, a w Europie Wschodniej 5,2 tys. euro. Wykazuje to także jeden z najpoważniejszych ośrodków badania nierówności na świecie – World Inequality Lab, usytuowany w Paris School of Economics i University of Berkeley. Ośrodek ściśle współpracuje z dużą międzynarodową siecią WID.world (WID), skupiającą ponad stu badaczy z prawie siedemdziesięciu krajów. Od 2011 r. tworzą oni najbardziej rozbudowaną bazę danych oraz publikacji dotyczących dystrybucji dochodów i bogactwa na świecie, w obrębie krajów i między nimi. Baza jest systematycznie uzupełniana, unowocześniana i publicznie dostępna.

Badacze z WID w swoich analizach posługują się pojęciem dochodu narodowego (DN), czyli PKB pomniejszonym o zużycie środków trwałych i tę część produkcji krajowej, która trafia do właścicieli kapitału zagranicznego. Dochód narodowy jest zatem zasobem, który zostaje w kraju i może być realnie dzielony między jego mieszkańców. Aby ustalić pogłębioną skalę nierówności, naukowcy WID wykraczają poza popularny wskaźnik Giniego i porównują udział w konsumpcji DN różnie zdefiniowanych grup najzamożniejszych (0,1, 1 lub 10 proc. najbogatszych) oraz biedniejszych 50 lub 40 proc. społeczeństw.

Według ich ustaleń przed rozpoczęciem pandemii najbardziej nierównymi regionami świata były Ameryka Łacińska, Bliski Wschód wraz z Afryką Północną oraz w Afryka Subsaharyjska. 10 proc. najzamożniejszych mieszkańców tych regionów dysponowało średnio 55 proc. DN. W Rosji wraz z Ukrainą (te kraje traktowane są jako jeden region) górne 10 proc. sięgało po 46 proc. dochodu, a więc miało ponad dwukrotnie wyższy udział w konsumpcji niż biedniejsza połowa tamtejszych społeczeństw.

W Azji, w której nierówności wewnątrz krajów dramatycznie rosną od lat 90., górny decyl (10 proc.) uzyskiwał średnio 48,5 proc. dochodu. W Indiach udział w DN 10 proc. najbardziej zamożnych obywateli wzrósł z 30 proc. w latach 80. ubiegłego wieku do ponad 56 proc. obecnie, a w komunistycznych Chinach z 28 proc. do 41 proc. W tym samym okresie wzrosła również koncentracja dochodów w USA. Udział górnego decyla zwiększył się w latach 1980-2019 z 34 proc. do 4 proc.

 

Globalne nierówności dochodowe 2021

Region Udział 1 proc. najbogatszych w dochodzie narodowym Udział 10 proc. najbogatszych w dochodzie narodowym Udział biedniejszej połowy w dochodzie narodowym Średni dochód na głowę mieszkańca (dol.) Populacja w mln
Azja 16,8 48,5 11,8 17 556 2 976
Europa 11,3 35,4 19,5 46 967 439
Ameryka Łacińska 24,6 54,4 10,1 20 442 436
Bliski Wschód i Afryka Północna 22,9 55,8 12,1 30 982 302
Ameryka Północna 18,7 45,3 13,7 72 973 276
Oceania 14,5 39,1 11,3 43 579 29
Rosja i Ukraina 21,6 47 15,8 25 457 149
Afryka Subsaharyjska 20,2 55,1 9,8 7 771 520

Źródło: World Inequality Database, listopad 2020 r.

 

Niespodzianki w Europie

Najbardziej wyrównanym ze wszystkich regionów świata jest Europa. Tu 10 proc. najzamożniejszych uzyskuje nieco ponad 35 proc. DN.  Jak tłumaczy raport, jest to efekt inwestycji publicznych w edukację i zdrowie, finansowanych dzięki mechanizmom redystrybucji w systemie podatkowym. „Zwalczanie nierówności jest więc kwestią wyboru politycznego” – wnioskują naukowcy z Laboratorium. Ale w kwestii równości i w Europie jest sporo niespodzianek.

Badacze z WID prześledzili ewolucję nierówności dochodów od 1980 do 2017 roku w 38 krajach europejskich. Wykorzystali do tego mix danych z badań ankietowych, informacji podatkowych uzyskanych od krajowych administracji skarbowych oraz urzędów statystycznych. Dla opracowania wiarygodnej metody ich analizy użyte zostało m.in. uczenie maszynowe. W efekcie udało się porównać nierówności dochodowe przed i po opodatkowaniu w różnych krajach.

Efekt jest zaskakujący. Nierówności dochodów osobistych rosły w prawie wszystkich krajach naszego kontynentu, a najmocniej w latach 1980-2000. W tym czasie 1 proc. europejskich bogaczy dorabiał się ponad dwa razy szybciej niż biedniejsze 50 proc. Europejczyków i konsumował 17 proc. wzrostu dochodów całego kontynentu. Poziom względnego ubóstwa w tym czasie nieco falował, ale ostatecznie wzrósł z 20 proc. w 1980 r. do 22 proc. w 2017 r. Co prawda uśredniony wskaźnik nierówności wzrastał w Europie znacznie wolniej niż w USA, ale utrzymały się silne różnice w dochodach pomiędzy krajami europejskimi oraz we wskaźniku redystrybucji ich dochodów.

We wnioskach autorzy piszą, że od wczesnych lat 80. nie zaobserwowali wyraźnego postępu konwergencji średnich poziomów dochodów między krajami europejskimi. Dochód osoby dorosłej w Europie Wschodniej jest nadal o ok. 35 proc. niższy niż średnia europejska. I to – dodajmy – mimo przystąpienia większości tych krajów do UE i korzystania przez nie z funduszy spójności.

Większości europejskich państw nie udało się osiągnąć wyznaczonego przez ONZ celu w zakresie zrównoważonego rozwoju na lata 1980-2017, wedle którego status 40 proc. populacji z dolnej skali zamożności powinien rosnąć szybciej niż średnia krajowa. Co prawda od pierwszej dekady XXI w. kraje Europy poprawiają udział grup o najniższych dochodach w ogólnym wzroście, ale większości z nich nadal nie udało się osiągnąć celu ONZ.

Z danych WID wynika także, że w Polsce nierówności dochodowe należą do najwyższych w Europie, a w posiadaniu 10 proc. najlepiej zarabiających Polaków znajduje się ok. 40 proc. DN.

 

 width=

Ameryka nadal liderem

Dwaj poważani badacze, prof. Ian Goldin, b. wiceprezes Banku Światowego, a dziś dyrektor jednego z programów w Uniwersytecie Oxfordzkim oraz Robert Muggah, założyciel i dyrektor Instytutu Igarapé, przygotowali dla Światowego Forum Ekonomicznego analizę, jak pandemia wpływa na wzrost nierówności na świecie. Przy tej okazji podają m.in., że w latach 1980-2020 majątek amerykańskich miliarderów wzrósł o 1130 proc., czyli 200 razy bardziej niż mediana wynagrodzeń w USA. Jednocześnie ich zobowiązania podatkowe, mierzone jako procent ich majątku, spadły w tym okresie o 78 proc.

„Wśród krajów o wysokich dochodach Stany Zjednoczone mają najwyższy poziom nierówności majątkowych, drugi najwyższy poziom nierówności dochodów po opodatkowaniu oraz jeden z najniższych poziomów mobilności międzypokoleniowej. Przyszłość jednostki w dużej mierze zależy od dochodów jej rodziców” – piszą autorzy.

Prestiżowy „New York Times” w swoim projekcie „Ameryka, której potrzebujemy”, poszukującym recepty na obecne problemy USA, analizuje spotęgowane przez pandemię nierówności w tym kraju. David Leonhardt i Yaryna Serkez w artykule z 20 kwietnia 2021 r. przytaczają dane na ten temat.  Od 1980 r. PKB Stanów Zjednoczonych urosło o 79 proc. (po uwzględnieniu inflacji i wzrostu populacji). W tym czasie dochód po opodatkowaniu:

  • osób z dolnej połowy tabeli wynagrodzeń wzrósł o 20 proc.
  • 40 proc. osób ze środka skali wynagrodzeń o 50 proc.
  • 0,01 proc. najbogatszych – o 420 proc.

„Nierówność nie jest przyczyną koronawirusa. Ale znacznie pogarsza wywołany nim kryzys, tworząc gospodarkę, w której wielu Amerykanów walczy o przetrwanie i jest podatnych na przerwy w pracy i dochodach oraz wszelkie choroby” – piszą autorzy. Inny tekst serii opatrzony jest wymownym tytułem „Czas zapewnić wszystkim Amerykanom udział w dobrobycie narodu”.

 

 width=

 

Pandemia pogarsza sytuację

Bill Gates, komentując raport o skutkach pandemii, przygotowany w 2020 r. przez Gates Foundations stwierdził, że wirus zniweczył postępy ludzkości w realizacji tak kluczowych celów, jak likwidacja światowego ubóstwa i głodu w następnej dekadzie, a także pogłębił nierówności społeczne i ekonomiczne, zwłaszcza w edukacji, płacach i dostępie do opieki zdrowotnej.

World Economic Forum (WEF) w raporcie dotyczącym globalnych ryzyk w 2021 r. również dostrzega wpływ pandemii na wzrost nierówności na świecie. Zdaniem współtworzących tę prognozę specjalistów, członków rządów, liderów biznesu i organizacji pozarządowych, pandemia koronawirusa pogłębiła dysproporcje zdrowotne, społeczne, gospodarcze i cyfrowe. Jednocześnie wybuch pandemii utrudnił międzynarodową współpracę dotyczącą długoterminowych wyzwań związanych m.in. z walką z biedą. Według raportu wpływ pandemii obserwować będziemy jeszcze przez następne 3 do 5 lat. Inni eksperci uważają, że miliardy najbiedniejszych ludzi na świecie muszą dochodzić do siebie po ekonomicznym uderzeniu COVID-19 przez całą dekadę.

Waszyngtoński Institute for Policy Studies (IPS) oraz Americans for Tax Fairness wyliczyły, że od marca 2020 r. do kwietnia 2021 r. majątek amerykańskich miliarderów wzrósł o 1,6 bln dol., czyli o 55 proc. To trzy razy więcej niż PKB Polski w ubiegłym roku, wypracowany – zauważmy – przez wszystkich Polaków.

Chuck Collins, autor opinii zamieszczonej w The Hill, internetowej gazecie dla Kongresu USA analizując te dane podkreśla, jak świetnym czasem dla amerykańskich miliarderów jest pandemia. O ile ich łączny majątek między 1990 r. a kwietniem 2021 r. wzrósł 19-krotnie, z 240 mld dol. (w dzisiejszych dolarach) do 4,56 bln dol. w kwietniu 2021 r., to aż jedna trzecia tego wzrostu przypadła na 14 miesięcy pandemii.  To średnia, bo najbogatszym poszło jeszcze lepiej.  Majątek Elona Muska dzięki wzrostowi akcji Tesli urósł 6-krotnie, Marka Zuckerberga dwukrotnie, a Jeffa Bezosa zwiększył się o 60 proc.

Agencja Bloomberg podaje z kolei, że mimo kryzysu wartość majątku nagromadzonego przez amerykańskie gospodarstwa domowe osiągnęła historyczny rekord, tyle że beneficjentami tego trendu było zaledwie ok. 20 proc. najzamożniejszych. To oni najbardziej skorzystali na obniżkach stóp procentowych: zrefinansowali swoje kredyty hipoteczne po dużo niższym koszcie, a za sprawą napędzanej polityką FED hossy na giełdach wzrosła wartość ich inwestycji.

 

 width=

 

Bariery i stymulatory wzrostu

Jeszcze dekadę temu liberalni ekonomiści przekonywali, że nierówności są konieczne, bo egalitaryzm osłabia motywacje i dławi efektywność gospodarczą, czyli prowadzi do obniżenia średniego poziom życia dotkniętych nim społeczeństw. Oczywistym dowodem były eksperymenty ustrojowe mające na sztandarach egalitaryzm, jakie przeprowadzono m.in. w ZSRR i „demoludach”, w Korei Północnej, na Kubie czy w Chinach do lat 80. ub. wieku. Przyniosły one społeczeństwom tych krajów (w tym naszemu) ogromne cierpienia i zakończyły się spektakularną i jednoznaczną klęską.

Po takich doświadczeniach demokratyczny świat odrzucił iluzję całkowicie równych społeczeństw i przyjął do wiadomości, że nie da się osiągnąć równości akceptowalnymi dziś metodami. Jednak wciąż szuka odpowiedzi na pytanie, czy nierówności muszą być tak ogromne jak obecnie i jaki ich poziom motywuje narody, a od jakiego momentu rozbija spójność społeczną. Badacze, politycy i społeczeństwa nieustannie analizują to zagadnienie w teorii i praktyce.

analizie opracowanej w 2018 r. dla Banku Światowego (BŚ) Markus Brueckner, profesor ekonomii z Australijskiego Uniwersytetu Narodowego i Daniel Lederman, ekonomista z BŚ zbadali związek między nierównościami a wzrostem PKB na mieszkańca w krajach na różnych etapach rozwoju. I ustalili, że nierówności faktycznie sprzyjają wzrostowi w krajach rozwijających się, gdy ich PKB na głowę mieści się w widełkach 1-3 tys. dol. Tam skok współczynnika Giniego o 1 punkt procentowy przekłada się na przyrost PKB w ciągu 5 lat o ok. 4 proc.

Jednak powyżej poziomu 3 tys. dol. korelacja zaczyna być ujemna i powiększa się wraz z przyrostem produktu krajowego. W krajach, które osiągnęły 10 tys. dol. i więcej PKB na mieszkańca, wzrost współczynnika Giniego o 1 pkt. proc. pociągał za sobą spadek PKB o ponad 1 pkt. proc. w ciągu pięciu lat, a w dłuższym okresie aż o 5 proc.

Orsetta Causa, Alain de Serres i Nicolas Ruiz z Departamentu Ekonomicznego OECD również zbadali, czy zmiana nierówności dochodów ma zauważalny wpływ na PKB w krajach OECD, czyli zamożnych. Wyniki pokazały, że zależność jest niezmiennie negatywna i statystycznie istotna: wzrost nierówności o 1 proc. obniża PKB od 0,6 proc. do 1,1 proc.

Michael Spence, laureat Nobla z ekonomii, profesor w Stern School of Business Uniwersytetu w Nowym Jorku uzupełnia, że rosnące nierówności powodują mniej społeczno-politycznego zamętu, jeśli w kraju występuje silny wzrost PKB, rzędu 5-7 proc. rocznie. Natomiast przy niskim wzroście lub jego braku, napięcia społeczne szybko rosną.

Francesco Grigoli, ekonomista w Wydziale Studiów nad Gospodarką Światową w Międzynarodowym Funduszu Walutowym (MFW) omawia ciekawe wyniki badań tej instytucji analizujących 20-letnie dane z 77 krajów na różnych etapach rozwoju i z wszystkich regionów geograficznych. Autor podkreśla, że w analizie związku między nierównością a rozwojem gospodarczym zastosowano techniki, które usuwają niedociągnięcia wskazywane wcześniej w literaturze na ten temat. A wnioski są bardzo ciekawe. Eksperci MFW potwierdzili, że zróżnicowanie dochodów stymuluje wzrost gospodarczy, ale zaczyna go hamować, jeśli współczynnik Giniego osiąga poziom 27 proc. Od tego momentu nierówności mają szkodliwy wpływ na gospodarkę. Dziś większość badań potwierdza powyższe ustalenia, choć nie brakuje głosów, które je kwestionują.

 

Różne wskaźniki wzrostu

Standardowy model wzrostu ostatnich dziesięcioleci zakładał, że powszechny rozwój gospodarczy mierzony PKB „podnosi wszystkie łodzie”. Miało to oznaczać, że nawet jeśli majątki bogatych wzrastają szybciej niż reszty, w ostatecznym rachunku poprawia się całym społeczeństwom. Jeśli poprawę mierzyć tylko wzrostem PKB, to taką tezę potwierdzają dane Banku Światowego, według których na przykład udział osób żyjących na świecie w skrajnym ubóstwie (poniżej 1,9 dol. dziennie) spadł w latach 2000-2017 z 27 proc. do 9,2 proc. W tym czasie udział osób żyjących za mniej niż 5,5 dol. dziennie (próg względnego dostatku) zmniejszył się z 66 proc. do 44 proc.

Problem w tym, że mierzenie poprawy poziomu życia wzrostem PKB okazało się bardziej ułomne niż do niedawna sądzono. W 2018 r. Światowe Forum Ekonomiczne w Davos ogłosiło raport Inclusiv Development Index (IDI), który przyjmuje założenie, że większość ludzi ocenia postęp gospodarczy nie na podstawie ilości towarów i usług wytwarzanych w kraju, ale jak zmienia się jakość życia ich gospodarstw domowych.

Raport analizował 12 wskaźników ze 103 krajów, m.in. poziom zatrudnienia, wydajność pracy, oczekiwana długość życia, poziom nierówności dochodów, liczbę mieszkańców żyjących w ubóstwie, emisję CO2.  Finalnie wykazał, że wzrost PKB per capita jest raczej słabo skorelowany z wynikami trzech czwartych wskaźników IDI, w tym dotyczących zatrudnienia, nierówności dochodowych, nierówności majątkowych, mediany dochodów gospodarstw domowych, zadłużenia publicznego i emisyjności CO2.

IDI nie jest jedynym wskaźnikiem skoncentrowanym na jakości życia, a nie na PKB, ale jego wartość polega na tym, że Forum w Davos to inicjatywa reprezentująca najbardziej bogatych i wpływowych ludzi globu.

 width= 

Skąd się bierze populizm?

Dziś jednak jeszcze większe znaczenie ma ocena związku nierówności majątkowych i dochodowych z obserwowanym już od wielu lat na świecie spadkiem nastrojów społecznych, wzrostem poparcia dla partii populistycznych, a także rosnącym protekcjonizmem i nacjonalizmem w ekonomicznych i politycznych relacjach międzynarodowych.

Coraz więcej badań i analiz wskazuje na to, że to ultraliberalny kapitalizm sam sobie wyhodował te zjawiska, które zagrażają gospodarce wolnorynkowej i burzą ład światowy. Głośny ekonomista Thomas Piketty w artykule z 2018 r. udowadnia, że stale rosnące nierówności i prawicowy populizm łączy ścisły związek. Zbadał on zmiany w elektoratach partii prawicowych i lewicowych w wielu krajach zachodnich i zaobserwował, że od połowy lat 60. z powodu dekompozycji tradycyjnych dotąd elektoratów żadna z dominujących tam partii nie reprezentuje interesów wykluczonych i nie dba o równomierne rozłożenie owoców wzrostu gospodarczego. Jego zdaniem to dlatego rosną nierówności, narastają konflikty społeczne, a lukę na scenie politycznej wypełniają prawicowi populiści.

„Kluczem do sukcesu prawicowego