Co dalej, gospodarko UE?

09.08.2023 | Review nr 47

Home 5 THINKTANK REVIEW 5 Review nr 47 5 Co dalej, gospodarko UE?

Opublikowano 10.08.2023

 

Europa, podobnie jak większość świata, doświadcza spowolnienia gospodarczego. Ale wbrew wszystkim pesymistom gospodarka Unii Europejskiej radzi sobie wyraźnie lepiej niż oczekiwano. Jednak za skutkami wojny w Ukrainie, coraz droższymi efektami zmian klimatu, niedoborem zasobów i globalną rywalizacją w ich pozyskiwaniu, czają się poważne, długoterminowe problemy polityczno-ekonomiczne. Bez ich rozwiązania przeszłość integracji europejskiej pozostaje niepewna.

Patrząc z perspektywy krótkoterminowej, unijna gospodarka wykazała sporą odporność na skutki kryzysu energetycznego wywołanego pandemią i wojną w Ukrainie. Pomogły w tym: stosunkowo ciepła zima, szybka dywersyfikacja dostaw oraz znaczny spadek zużycia gazu i energii elektrycznej w przemyśle i w gospodarstwach domowych. Obecnie wyraźnie niższe niż w ubiegłym roku ceny energii obniżają koszty produkcyjne firm. Także większość europejskich konsumentów odczuła spadek rachunków za energię. Niestety konsumpcja prywatna pozostaje na niskim poziomie, ponieważ wzrost płac nie nadąża za inflacją.

Wiosenna prognoza Komisji Europejskiej przewiduje wzrost PKB w UE w 2023 r. na poziomie 1 proc., a w przyszłym roku – 1,7 proc. Inflacja w I kwartale 2023 r. dzięki dużemu spadkowi cen energii – po osiągnięciu wartości szczytowej w 2022 r. – zaczęła spadać. Bardziej trwała okazuje się jednak inflacja bazowa (z wyłączeniem energii i nieprzetworzonej żywności). W marcu br. osiągnęła historycznie wysoki poziom 7,6 proc. (średnio w UE), ale jest szansa, że będzie się[i] stopniowo zmniejszać.

Korzystny wpływ na względną odporność europejskiej gospodarki ma także silny rynek pracy. Stopa bezrobocia w UE osiągnęła nowy rekordowo niski poziom 6,0 proc. w marcu 2023 r., a wskaźniki aktywności zawodowej i zatrudnienia są również rekordowo wysokie. Co więcej, niemal wszystkie gospodarki UE mają deficyt wykwalifikowanych specjalistów. Prognozuje się, że wzrost zatrudnienia wyniesie w tym roku 0,5 proc., a w 2024 r. 0,4 proc. Stopa bezrobocia niemal nie wzrośnie.

Według brukselskiego think tanku Bruegel zużycie gazu w przemyśle w całej UE spadło w 2022 r. średnio o 15 proc. w stosunku do średniej z ostatnich trzech lat, a mimo to produkcja przemysłowa w UE w grudniu 2022 r. kształtowała się nieco powyżej poziomu sprzed wojny.

„Gospodarka europejska jest w lepszym stanie niż przewidywaliśmy zeszłej jesieni. Dzięki zdecydowanym działaniom na rzecz wzmocnienia naszego bezpieczeństwa energetycznego, niezwykle odpornemu rynkowi pracy i złagodzeniu ograniczeń podażowych uniknęliśmy zimowej recesji i jesteśmy nastawieni na umiarkowany wzrost w tym i przyszłym roku. (…) Ryzyka są jednak zbyt duże, by zapewnić nam komfort, a brutalna inwazja Rosji na Ukrainę nadal rzuca cień niepewności na gospodarcze perspektywy Europy” – komentował 15.05.2023 r. Paolo Gentiloni, komisarz UE ds. gospodarki.

 

Niepewność i chaos

Unia Europejska, jak zresztą cały świat, przeżywa narastające turbulencje ekonomiczne co najmniej od kryzysu 2008 r. Odkąd rządy krajów UE musiały w bezprecedensowej skali ratować publicznymi pieniędzmi zagrożony katastrofą prywatny sektor finansowy, Europie przytrafiły się: niekontrolowany napływ uchodźców, Brexit, pandemia Covid-19, a teraz wojna w Ukrainie z jej licznymi negatywnymi konsekwencjami, na czele z inflacją i kryzysem energetycznym.

Wszystko to dzieje się na tle niebywałej rewolucji technologicznej oraz coraz groźniejszych skutków globalnego ocieplenia. Dlatego słowo „niepewność” jest teraz bardzo często odmieniane we wszystkich językach europejskich, a biznes stoi przed wyzwaniami, jakich nie doświadczał nigdy wcześniej.

Niepewność i chaos negatywnie wpływają na stabilność i integralność całej UE. Państwa członkowskie nieustannie borykają się z bieżącymi i dalekosiężnymi konsekwencjami kolejnych kryzysów, a w ich zdezorientowanych społeczeństwach rosną w siłę populizm i tendencje nacjonalistyczne. Na krajowych scenach politycznych wzrasta znaczenie ugrupowań odrzucających dotychczasowe osiągnięcia integracji europejskiej.  Z tego powodu przy unijnym stole decyzyjnym szefowie państw członkowskich bardziej asertywnie niż kiedykolwiek wcześniej bronią interesów narodowych. Nawet ci przekonani o przewadze współpracy nad egoizmami narodowymi muszą się liczyć ze swoimi niechętnymi wobec UE elektoratami.

„Integracja europejska miała uśpić ducha nacjonalizmu, ale obserwujemy największy wzrost nacjonalizmu od czasów II wojny światowej. Po dziesięcioleciach wprowadzania koncepcji współdzielonej suwerenności rządy próbują teraz odzyskać suwerenność od podmiotów lokalnych i ponadnarodowych” – komentuje nastroje w Europie znany oxfordzki politolog prof. Jan Zielonka.

Unia Europejska solidarnie, choć nie bez oporu niektórych państw członkowskich, udziela pomocy militarnej, gospodarczej i humanitarnej ogarniętej wojną Ukrainie. Skala tej pomocy jest jednak znacząco niższa od dostarczanej przez Stany Zjednoczone. Znacznie wyższym kosztem niż pakiet pomocowy dla Ukrainy są dla gospodarki UE wspomniany kryzys energetyczny oraz inflacja. Ponadto wojna zmusza kraje UE do poważnego wzrostu nakładów na obronę.

To wszystko prowadzi do pogłębienia deficytów budżetowych państw członkowskich oraz wzrostu ich długu publicznego. Oba te zjawiska osłabiają długoterminowe perspektywy rozwojowe gospodarki UE.

 

Skutki kryzysu energetycznego

Kryzys energetyczny, jaki powstał w Europie w wyniku rosyjskiej agresji na Ukrainę, zapowiadał się na prawdziwie dramatyczny. Przed wojną uzależnienie poszczególnych państw członkowskich od dostaw surowców energetycznych z Rosji było bardzo zróżnicowane. W efekcie ich ekonomiczne interesy skutkują teraz odrębnymi politykami w zakresie kształtowania miksów energetycznych. Nie ułatwia to organom UE prób koordynacji wspólnej polityki w tej dziedzinie. Mimo to UE dość sprawnie zareagowała pakietem działań, które pomogły Europejczykiem przetrwać zimę bez przerw w dostawach ciepła i prądu.

Najpierw jednak cała Europa odczuła skutki rosnących gwałtownie cen energii. Przełożyły się one na dość nagły skok inflacji i obawy w europejskich społeczeństwach co do bezpiecznej przyszłości.  W odpowiedzi Unia Europejska uruchomiła plan REPowerEU, umożliwiający państwom członkowskim podjęcie krótkoterminowych działań w celu złagodzenia trudności gospodarstw domowych i przedsiębiorstw. Wprowadzono też embargo na rosyjski węgiel i ropę, ustalono pułap cenowy na eksport rosyjskiej ropy oraz zdecydowano się na wspólny zakup 15 proc. gazu, również z wyznaczonym pułapem cenowym. Większość z krajów unijnych, które wcześniej były znacząco zależne od rosyjskich dostaw, zdołały zdywersyfikować swoje zakupy.

 

 

Gospodarka UE znacznie przyspieszyła również produkcję energii odnawialnej. W 2022 r. wiatr i słońce wygenerowały rekordowe 22 proc. energii elektrycznej w UE. Liczba nowych instalacji fotowoltaicznych wzrosła w 2022 r. o 47 proc., co odpowiada zapotrzebowaniu na energię 12,4 mln europejskich domów. Chociaż niestabilne koszty przyprawiały o ból głowy dostawców turbin wiatrowych, to w 2022 r. nastąpił też umiarkowany wzrost nowych mocy wiatrowych.

Przyrost energii odnawialnej pomógł zaoszczędzić już ok. 10 mld euro na imporcie gazu od czasu inwazji Rosji na Ukrainę. Aby jeszcze bardziej zwiększyć zdolności produkcyjne europejskiej energetyki, Unia Europejska przyjęła ostatnio reformę, która ma znacznie przyspieszyć proces wydawania pozwoleń dla nowych elektrowni wykorzystujących zieloną energię.

Europa zareagowała na zakłócenia w rosyjskich dostawach na dwa sposoby; szukała gazu gdzie indziej i przyspieszyła przejście na energię odnawialną. Przed 2022 r. UE zobowiązała się ograniczyć do 2030 r. emisję gazów o 40 proc.  i osiągnąć 32 proc. udziału energii ze źródeł odnawialnych. W czasie wojny cele te wzrosły odpowiednio do 57 proc. i 45 proc.

W efekcie obecny kryzys przyspiesza transformację energetyczną Europy. Unia Europejska zmierza w kierunku czystej, ekologicznej gospodarki i chce to osiągnąć szybciej, niż wcześniej planowała.

 

Zbyt płytka transformacja cyfrowa

Cyfryzacja znacznie zmienia dynamikę konkurencji w gospodarce, tworząc nowe rynki i przekształcając istniejące. Liderzy UE mają świadomość tego procesu. Unijne organy nadają cyfrowej transformacji gospodarki i sektora publicznego najwyższą, obok Zielonego Ładu, rangę. Tworzone są kolejne programy wykonawcze, którym dedykowane są miliardowe fundusze celowe. UE deklaruje, że bierze udział w globalnym wyścigu technologicznym i chce w nim być liderem. Planuje też wybicie się na cyfrową suwerenność, co w praktyce oznacza m.in. ograniczenie wszechobecności w Europie amerykańskich koncernów internetowych.

Jednak mimo swoich starań UE od lat pozostaje w tyle za USA i Chinami w rozwijaniu gospodarki cyfrowej i wprowadzaniu do niej najnowszych technologii. Co więcej, dystans do rywali rośnie. Nakłady na badania i rozwój w europejskich firmach są wyraźnie niższe niż u chińskich i amerykańskich konkurentów. UE skupia się na opracowywaniu dobrych regulacji dotyczących m.in. ochrony danych, ale w zgodnej opinii większości ekspertów są one jednocześnie hamulcem dla żywiołowego rozwoju innowacji, jak to się dzieje w USA i w Chinach. Bezpieczeństwo nowych technologii jest ważne, ale zbytnia ostrożność Europy skutkuje znaczną utratę jej pozycji geopolitycznej i rosnącą zależnością technologiczną od innych.

Obecnie między USA, Chinami i UE przyspiesza globalny wyścig o opracowanie najlepszych systemów sztucznej inteligencji (AI). Jest on porównywany do wyścigu zbrojeń i wyścigu kosmicznego z okresu zimnej wojny. To gorączkowe zainteresowanie AI wynika w dużej mierze z wszechstronności tej technologii – to już pewne, że przyspieszy ona rozwój i podniesie efektywność w niemal każdej dziedzinie.  Co najważniejsze, osiągnięcia w tym zakresie przekładają się nie tylko wzrost siły gospodarczej krajów czy bloków państw, ale również na ich potencjał militarny. A ten wraz z rosyjską agresją na Ukrainę oraz chińskimi aspiracjami terytorialnymi stał się kwestią pierwszoplanową w globalnym układzie sił.

Tymczasem Chiny konsekwentnie, w sposób skoncentrowany inwestują w rozwój kluczowych dla przyszłości technologii. Rozbudowują potencjał naukowy i kształcą kadry, konsolidują wiodące instytucje badawcze i wspierają wdrożenia przemysłowe. Chińskie uczelnie wyższe opuszcza rocznie około 1,4 mln inżynierów, z czego jedną trzecia to specjaliści w dziedzinie sztucznej inteligencji. Chiny stają się również liderem na polu teoretyczno-naukowym. To tam działa najwięcej najbardziej prestiżowych instytucji badawczych zajmujących się AI.

Na tle tego chińskiego, ale i amerykańskiego rozmachu inwestycyjnego europejskie programy cyfryzacji i unowocześniania gospodarki są dalece niewystarczające.

 

Narastające długi i co dalej

Pod koniec IV kwartału 2022 r. wskaźnik zadłużenia rządowego i samorządowego brutto do PKB w strefie euro wyniósł 91,6 proc., w porównaniu z 93,0 proc. na koniec III kw. 2022 r. W przypadku całej UE wskaźnik ten spadł z 85,1 proc. do 84 proc. Zarówno w przypadku strefy euro, jak i całej UE, spadek wskaźnika zadłużenia rządowego do PKB wynika ze wzrostu PKB przewyższającego wzrost długu rządowego w wartościach bezwzględnych.

Najwyższe wskaźniki długu sektora publicznego do PKB na koniec IV kw. 2022 r. miały Grecja (171 proc.), Włochy (144 proc.), Portugalia (114 proc.), Hiszpania (113 proc.), Francja (112 proc.) i Belgia (105 proc.). Najniższe poziomy z kolei zanotowano w Estonii (18 proc.), Bułgarii (23 proc.) i Luksemburgu (25 proc.).

W strefie euro deficyt budżetowy do PKB zmniejszył się z 5,3 proc. w 2021 r. do 3,6 proc. w 2022 r., a w całej UE z 4,8 proc. do 3,4 proc.

W 2022 r. dwadzieścia państw członkowskich zgłosiło w swoich rachunkach deficyt. Najwyższy miały Włochy (-8,0 proc.), Węgry i Rumunia (po -6,2 proc.) oraz Malta (-5,8 proc.). Jedenaście państw członkowskich miało deficyty wyższe niż 3 proc. PKB. Jest wśród nich Polska; nasz deficyt budżetowy był na poziomie 3,7 proc. PKB, a rok wcześniej było to 1,8 proc. PKB.

Ale są kraje, które zanotowały nadwyżkę. Największą miały: Dania (+3,3 proc.), Cypr (+2,1 proc.), Irlandia (+1,6 proc.). W Holandii sektor rządowy był w równowadze.

Tymczasem zgodnie z traktatami europejskimi deficyt budżetowy w państwach członkowskich UE nie powinien przekraczać 3 proc. PKB, a maksymalny poziom zadłużenia sektora publicznego został ustalony na 60 proc. PKB. Z kolei poziom inflacji danego państwa w ciągu roku poprzedzającego badanie nie może przekraczać o więcej niż 1,5 pkt. procentowego inflacji trzech państw Unii Europejskiej o najbardziej stabilnym poziomie cen.

A zatem traktaty sobie, a życie sobie. Większość wskaźników przytoczonych powyżej to kolejny ból głowy dla strategów europejskiej integracji i unijnych polityków. Fundamentalne zasady fiskalne, które wcześniej były łamane sporadycznie, runęły podczas globalnego kryzysu finansowego zapoczątkowanego w 2008 r. Kolejnym powodem do ich łamania była pandemia, a teraz kryzys energetyczny.

W tej sytuacji Komisja Europejska zaproponowała pod koniec ub. roku, aby od stycznia 2024 r. zasady te rozluźnić. Przyjęto założenie, że skoro nie da się łatwo ograniczyć zadłużenia, to trzeba pobudzić inwestycje. Planowana reforma znosi sztywny obowiązek redukcji zadłużenia w przypadku przekroczenia progu 60 proc. PKB. Kraje będące w takiej sytuacji mają ustalać z KE indywidualną ścieżkę redukcji długu w 4-letnim horyzoncie. Okres ten może być wydłużony dodatkowo o 3 lata, jeżeli czas ten poświęcony byłby priorytetowym inwestycjom, takim jak walka ze zmianami klimatu.

Nowe reguły fiskalne miałyby ułatwić krajom członkowskim z wysokim długiem stopniowy powrót do referencyjnego wskaźnika wraz z możliwością zwiększenia priorytetowych inwestycji związanych z transformacją energetyczną czy obronnością.

Unijne finanse czeka długoletni proces naprawy, który może się udać, o ile nie wystąpią kolejne nieprzewidziane katastrofy oraz – co równie ważne – największe kraje UE zechcą respektować nowe zasady fiskalne.

 

 

Niedobory pracowników i rosnąca imigracja

Europa się starzeje. Dziś 20 proc. Europejczyków ma ponad 65 lat, a w roku 2050 będzie to już jedna trzecia populacji. Ten trend demograficzny staje się coraz większym obciążeniem gospodarki. Już teraz ponad 3 proc. wszystkich dostępnych miejsc pracy jest nieobsadzonych – najwięcej od 2006 r., kiedy zaczęto rejestrować takie dane. To oznacza ok. 6 mln wakatów.

Ponadto w całej UE pracodawcy narzekają, że trudno im znaleźć pracowników o niezbędnych umiejętnościach. Jedna czwarta z 25 mln MŚP w Europie twierdzi, że największym problemem jest zatrudnianie dobrych menedżerów i pracowników z konkretnymi kwalifikacjami.

Wbrew ostatnio rozpowszechnionym przekonaniom, brakuje nie tylko dobrze przygotowanych specjalistów dla branży ICT i procesów automatyzacji pracy. Według raportu EURES 2022, opracowanego przez Europejski Urząd ds. Pracy, deficyty występują też w rzemiośle i opiece zdrowotnej. 10 najbardziej poszukiwanych teraz zawodów w UE to: malarze, stolarze, kierowcy ciężarówek, operatorzy obrabiarek, pielęgniarki, hydraulicy, elektrycy, spawacze, robotnicy budowlani.

Przy okazji wymieniono 37 konkretnych zawodów, w których występują wyraźnie nadwyżki. Chodzi m.in. o projektantów graficznych, sekretarki, urzędników, dekoratorów wnętrz, dziennikarzy. Tych wypiera już sztuczna inteligencja.

Niedobór wykwalifikowanej siły roboczej pogłębia dodatkowo transformacja cyfrowa i ekologiczna. W odpowiedzi na to wyzwanie Komisja Europejska ogłosiła rok 2023 Europejskim Rokiem Umiejętności. Jego główne cele to:

  • promowanie inwestycji w szkolenia i podnoszenie kwalifikacji
  • dopasowanie umiejętności do potrzeb pracodawców
  • dopasowanie aspiracji i umiejętności pracowników do możliwości na rynku pracy
  • przyciąganie wykwalifikowanych osób spoza UE.

Realizacja tego ostatniego celu może być najtrudniejsza. W całej niemal Europie z potrzebą przyciągnięcia większej liczby wykwalifikowanych imigrantów ścierają się nastroje antyimigranckie.

Według Komisji Europejskiej 1 stycznia 2022 r. w UE mieszkało 38 mln imigrantów, z czego ok. 24 mln pochodziło spoza Unii. W ciągu ostatniej dekady ich liczba wzrosła o jedną piątą. Są oni w Europie dużym społecznym i politycznym wyzwaniem.

O ile stopa bezrobocia wśród zamieszkałych w swoich krajach obywateli UE w wieku 20–64 lat w 2022 r. wyniosła 5,5 proc., to wśród obywateli innych państw członkowskich UE było 7,1 proc. bezrobotnych, a wśród imigrantów spoza UE ich odsetek wyniósł niemal dwukrotnie więcej (12,8 proc.). Generalnie imigrantom żyje się w Europie gorzej niż Europejczykom, a to musi budzić napięcia. Tymczasem mimo wzmocnionych granic i ekonomicznego wspierania krajów, z których najwięcej osób chce się dostać do Europy, nielegalna imigracja do UE nie ustaje, wzmacniając nastroje przeciwne wszystkim imigrantom.

Na tym tle odmienna jest reakcja Europy na nagły napływ do wielu krajów unijnych uchodźców z Ukrainy. Po raz pierwszy w swojej historii Unia Europejska uruchomiła dyrektywę o ochronie tymczasowej dla Ukraińców uciekających przed wojną. UNHCR podaje, że od początku inwazji do połowy czerwca 2023 r. do Unii Europejskiej przybyło 6 mln Ukraińców. Zgodnie ze wspomnianą dyrektywą do marca 2024 r. mają oni prawo do pobytu, opieki zdrowotnej, edukacji i pracy w dowolnym państwie członkowskim UE.

Na razie w większości krajów Unii poparcie społeczne dla obecności dużej liczby ukraińskich uchodźców utrzymuje się na wysokim poziomie. Ale w razie przedłużania się wojny i oni mogą stać się problemem ekonomicznym i społecznym, tak jak obecna, kilkudziesięciomilionowa już grupa imigrantów.

 

Kryzys klimatyczny

Jeszcze przed wybuchem wojny w Ukrainie najwyższy priorytet polityczny miała w UE zielona transformacja gospodarki. Jakkolwiek w Europie rzadziej niż na półkuli południowej zdarzają się jednorazowe kataklizmy pogodowe, to i tak z powodu systematycznych zmian klimatycznych europejska gospodarka traci rocznie miliardy euro. Według Europejskiej Agencji Środowiska w latach 1980-2021 było to łącznie 560 mld euro (w cenach stałych z 2021 r.). Przy czym w każdej kolejnej dekadzie strat przybywa. O ile w latach 1981-1990 ich średnioroczny koszt wynosił ok. 10 mld euro, to w dekadzie 2011-2020 kwota strat sięgnęła 15,3 mld euro. Rekordowo duże straty, wynoszące 56,5 mld euro, odnotowano w 2021 r.

Międzyrządowy Zespół ds. Zmian Klimatu przewiduje, że ekstremalne zjawiska klimatyczne na całym świecie będą coraz częstsze i bardziej dotkliwe. Może to mieć wpływ na wiele sektorów i powodować awarie systemowe także w Europie. „Dlatego wydaje się mało prawdopodobne, aby związane ze zmianami klimatycznymi straty gospodarcze zmniejszyły się do 2030 r.” – piszą eksperci Agencji.

Jednym z bardzo trudnych dla Europy skutków zmian klimatycznych na świecie jest i będzie migracja na kontynent europejski ludności zamieszkującej półkulę południową i narażonej bezpośrednio na ekstremalne zjawiska pogodowe. Australijski Institute for Economics and Peace prognozuje, że do 2050 r. zanik warunków do przeżycia dotknie 1,2 mld ludzi! Będą oni pochodzić głównie z 31 krajów Południa. Ruszą na Północ z powodu klęski głodu i braku wody.

Dzisiejsze dziesiątki tysięcy imigrantów ekonomicznych rocznie szturmujące granice Europy to tylko drobny przedsmak tego, co nadejdzie w najbliższych latach i dekadach. To kolejne z największych z wyzwań, jakie czekają Unię Europejską i jej gospodarkę.

 

 width=


Trudna geopolityka

Wojna w Ukrainie zjednoczyła Zachód przeciwko Rosji i wiele krajów Południa przeciwko Zachodowi. Kluczowe w gospodarce globalnej Chiny formalnie deklarują neutralność w konflikcie rosyjsko-ukraińskim, ale po cichu przynajmniej ekonomicznie wspierają Putina. To kolejny etap w trwającym co najmniej od dekady procesie narastania politycznej i gospodarczej rywalizacji między Państwem Środka a USA i UE.

Dla Unii sytuacja jest szczególnie delikatna: zerwanie stosunków z Pekinem spowodowałoby ogromne kłopoty ekonomiczne.  W 2022 r. 20 proc. unijnego importu pochodziło z Chin, a ok. 12 proc. z USA. Do 2030 r. PKB UE ma wzrosnąć do 20,5 bln USD, Stanów Zjednoczonych do 30,5 bln USD, a Chin do 33,7 bln USD.  Te liczby wskazują, że Europa nie ma specjalnego pola manewru i będzie nadal handlować z Chinami, starając się po drodze zmniejszać ryzyka, jakie z tego dziś i w przyszłości wynikną.

Ideowa i polityczna wspólnota USA i UE, pogłębiana ostatnio przez wojnę w Ukrainie i napięcia w stosunkach z Chinami, nie jest bezproblemowa w gospodarce.  Na tym polu interesy narodowe skoordynować jest najtrudniej.

W sierpniu ub. roku prezydent Joe Biden podpisał Inflation Reduction Act, ustawę zakładającą m.in. warte ok. 370 mld USD inwestycje w projekty związane ze zmianą klimatu i transformacją energetyczną.  Drugie tyle przeznaczono na wydatki związane ze służbą zdrowia. Przy okazji ustanowiony został też minimalny 15-proc. podatek dla największych korporacji. Ustawa weszła w życie 1 stycznia 2023 r., ale już od momentu uchwalenia w Europie została uznana za protekcjonistyczną i nieprzyjazną. Miała ona bowiem rozdzielać sowite dotacje na pojazdy elektryczne i inne technologie ekologiczne, ale wytwarzane wyłącznie w USA. Po protestach unijnych Stany Zjednoczone nieco złagodziły kryteria pomocy dla przemysłu i dotacje na komercyjne pojazdy elektryczne są dostępne również dla pojazdów produkowanych w UE. Jednak część europejskich firm uznała, że polityka USA sprzyja teraz przenoszeniu produkcji za Atlantyk.

USA postawiły na zieloną transformację bardziej zdecydowanie niż UE, choć ich gospodarka w niewielkim stopniu jest zależna od importu naturalnych surowców energetycznych. Pragmatyczni Amerykanie wykazują tym samym, że zielona transformacja to nie tyle wyzwanie moralne, co prawdziwy, dobry biznes.  

 

Globalny wyścig o zasoby

Ekonomiści Komisji Europejskiej przeprowadzili analizę strategicznych zależności UE od importu mającego kluczowe znaczenie dla unijnej gospodarki. Badaniom poddano 5400 produktów sprowadzanych do krajów Unii w latach 2017-2020. Były one niezbędne w różnych sektorach, w tym w energetyce, przemyśle zdrowia, produkcji odnawialnych źródeł energii czy technologii cyfrowych. Szczególne znaczenie dla gospodarki UE przypisano 204 produktom w 4 grupach.

W pierwszej umieszczono głównie surowce wykorzystywane jako podstawowe w wielu sektorach przemysłu. Są to m.in. mangan, nikiel, aluminium, chrom, metale ziem rzadkich, molibden, borany, uran, krzem. Zaliczono tu także tradycyjne surowce do wytwarzania energii, jak węgiel i gaz. Druga grupa jest niezbędna w ekosystemie przemysłowym ochrony zdrowia. To liczne związki chemiczne, alkaloidy, leki, witaminy i instrumenty medyczne. W trzeciej wyróżniono surowce i produkty niezbędne w zielonej transformacji, w tym ogniwa fotowoltaiczne i lampy LED. Czwarta grupa obejmuje produkty niezbędne branży ICT, takie jak laptopy, telefony komórkowe, monitory i projektory.

Te 204 produkty, od których gospodarka UE jest wyjątkowo uzależniona, stanowią około 9,2 proc. całkowitej wartości importu spoza UE, z czego aż połowa przypada na Chiny.  Następnie na liście Stany Zjednoczone mają 9 proc. udziału i Wietnam – 7 proc.

Autorzy analizy podkreślają, że ryzyka związanego z zależnościami UE nie można złagodzić za pomocą jednej uniwersalnej metody. Sugerują zatem konsekwentne pogłębianie wieloelementowej polityki ograniczania strategicznych zależności gospodarki europejskiej od importu, którą Komisja Europejska rozpoczęła po wybuchu pandemii Covid-19 w 2021 r.

Polityka taka powstaje w dość szybkim tempie. W 2022 r. został