Czas próby

18.05.2020 | Naszym zdaniem

Home 5 Naszym zdaniem 5 Czas próby

Nastał czas próby. Próby, której nikt się nie spodziewał. To moment graniczny i musimy udzielić odpowiedzi na fundamentalne pytania o nasze człowieczeństwo, o to kim jesteśmy i dokąd zmierzamy. Czym jest dla nas wspólnota, odpowiedzialność i solidarność? Choć brzmi to górnolotnie, kiedy jak nie teraz szukać odpowiedzi na te kluczowe pytania.

Czas pandemii to dobry moment, aby stanąć w prawdzie. Do tej pory wiele tematów udawało nam się skutecznie zamiatać pod dywan, mogliśmy im zaprzeczać lub je wypierać. Dziś jednak musimy się z nimi zmierzyć. Pytanie o wspólnotę wydaje się jednym z takich tematów, aktualnie absolutnie fundamentalnym. W czasie pandemii odkrywamy granicę wspólnot, szczególnie tych, o których do tej pory nie myśleliśmy w kategoriach wspólnoty, np. wspólnota rodziny, wspólnego domu, fakt bycia ze sobą. Te nasze wspólnoty rodzinne najczęściej organizowaliśmy tak, że całkiem sprawnie byliśmy ze sobą albo dobrze się mijaliśmy. W tej chwili jest trudniej, bo nie jest łatwo na małym terenie być ze sobą non stop. Jesteśmy niejako zgnieceni ze sobą i musimy siebie nawzajem znosić. Przypomnę, że słowa „cierpliwość” i „cierpienie” posiadają podobny źródłosłów. Nie jest tajemnicą dla nikogo, że gwałtownie wzrasta przemoc domowa, nie tylko w Polsce. Tworzenie wspólnoty rodzinnej nie jest łatwe. Cześć osób sprosta tej próbie, a część nie będzie w stanie.

 

Siła wspólnoty

Kolejnym tematem, który wyraźniej teraz wybrzmiewa jest kwestia jakości wspólnoty politycznej, również na szczeblu międzynarodowym. Na ile my, jako ludzie będziemy i jesteśmy ze sobą solidarni w czasie pandemii. Coraz wyraźniej podnoszą się głosy krytyki, że Unia Europejska zareagowała na pandemię zbyt późno lub nieadekwatnie, że koniec końców liczą się partykularne interesy każdego z państw narodowych i każdy dba o swój interes. Czy będziemy bronić tylko swoich i kim ostatecznie oni będą? Erich Fromm w książce „Zdrowe społeczeństwo” napisał, że jeśli chcemy przetrwać jako ludzkość, to braterstwo musi wygrać z kazirodczą plemiennością. Kluczowe jest to, jakie wspólnoty zbudujemy. Za moment będziemy musieli dzielić się bardzo skromnymi zasobami. Kogo wyrzuciliśmy poza wspólnotę? Czy zdefiniowaliśmy naszą wspólnotę wsobnie i przeciwko innym? Bardzo przestrzegam przed toksyczną wspólnotą, której istotą jest hasło „nie wejdziecie tutaj”. Dziś, kiedy drugi może stanowić zagrożenie dla naszego zdrowa, łatwo o tego typu wykluczenia. Część osób stale znajduje się poza wspólnotą, np. bezdomni.

Po latach na liście bestsellerów Amazon znalazła się „Dżuma” Alberta Camusa, wydana po raz pierwszy w 1947 r. W powieści jest postać dziennikarza Raymonda Ramberta, który w pewnym momencie ma możliwość wyjazdu z zadżumionego Oranu, ale jednak zostaje, bo jak mówi czułby wstyd, gdyby sam jeden był szczęśliwy. Na ile szczęście może być przeżywane indywidualnie przy ignorowaniu cierpień innych? Kluczowe jest to, jacy „my” wyjdziemy z tego kryzysu i kim będziemy. Samo pojęcie „kryzysu” jest dialektyczne i ambiwalentne. Oczywiście nie chcemy przeżywać kryzysu, bo jest trudny i najczęściej bardzo bolesny, ale co nie mniej ważne stwarza również okazje, nowe rozdania i ważne, abyśmy tych okazji nie zmarnowali. Warto zadać sobie pytanie, czy z tego wszystkiego wynika jakieś dobro, bo wierzymy, że powinno, ale też wiemy, że wcale nie musi – nie ma tu żadnego automatyzmu. Mamy do czynienia ze swoistą pedagogiką potopu. Czy „my” przetrwamy? I kim ostatecznie jesteśmy i będziemy jako „my”?  Odpowiedzi możemy udzielić już teraz, bo pewnie przetrwamy, ważne jednak za jaką cenę i jakie wartości uda nam się ochronić poza własnym życiem.

 

Budowanie odporności

Nasze wyjście z pandemii będzie bolesne, ale to, co ma wartość musi kosztować. Jaką wykształcimy odporność? Jako organizmy biologiczne prędzej czy później staniemy się odporni na wirusa, ale nie tylko takiej odporności potrzebujemy. Musimy wykształcić odporność jako wspólnota społeczna, z pewnością dokonać również ważnych przewartościowań, bo świat, który zbudowaliśmy okazał się kruchy. Na czym teraz będziemy opierać poczucie bezpieczeństwa, jakie będziemy mieli szanse, a jakie nadzieje? Może się przecież okazać, że to, co posiadamy, to na co tak długo pracowaliśmy – niejako nasz hardware, jest koniec końców mniej ważny niż to, czy znamy swojego sąsiada i czy w razie potrzeby przyjdzie nam z pomocą.

Już dziś u niektórych pojawia się myślenie w stylu „odbijemy się” oraz metafora zdrowia i choroby – „byłem chory, ale znów będę zdrowy”. W mojej ocenie musimy zdefiniować na nowo samą kategorię zdrowia, poszukać nowej normalności, gdyż ta, którą mieliśmy była w niektórych aspektach patologiczna. Pomieszaliśmy to, co jest normą w sensie statystycznym, z normą w sensie aksjologicznym. To, że wszyscy tak robią, nie znaczy przecież, że tak właśnie powinno się robić. Normalność będzie trzeba stworzyć od nowa i oby była one lepsza od tej, którą mieliśmy dotychczas. Sądzę, że  najgłupsze, co możemy zrobić, to próbować wrócić do tego, co było, odbudowywać wszystko w takim samym kształcie, ze stuprocentową dokładnością.

 

Biznes pomyślany od nowa

Ważne, abyśmy zalegalizowali intelektualnie to, że o gospodarce, kapitalizmie czy własności możemy myśleć w inny sposób. Pomysły, które do tej pory uznawaliśmy za ekscentryczne lub hipsterskie warto przemyśleć i sensownie je wdrażać. Barter i wymiana oraz współdzielenie i współużywanie mogą zredefiniować nowe rozumienie własności. Oczywiście taka zmiana w skali globalnej nie dokona się jutro, być może minie pokolenie lub więcej. Ważne, abyśmy tego typu innowacji nie rozpatrywali w kategoriach utopii, czyli czegoś, co nigdy się nie wydarzy, ale raczej – za Michelem Foucault – przyjęli kategorię heterotopii, czyli czegoś co jest inne, ale możliwe. Niektóre z tych innowacji na mniejszą skalę mają miejsce, więc są możliwe nie tylko hipotetycznie. Wbrew pozorom nie są to wcale rzeczy nowe. Jako wspólnoty praktykowaliśmy już różne formy kooperacji i autarkii, gdzie istotą rynku wcale nie było jedynie pomnażanie zysku, a posiadanie pieniędzy nie było celem samym w sobie. Dziś jest dobry czas na głębszą refleksję biznesu i działanie zgodne z wartościami. Oczywiście dociera do nas wiele przykładów firm, które działają solidarnie angażując się w walkę z pandemią, są też firmy, które na krzywdzie chcą zarobić, bo przecież jej liderzy całe życie uczyli się, że prowadzenie biznesu polega na „kupić tanio, sprzedać drogo”, nawet jeśli są to maseczki dla szpitali. Dzieje się to w skali globalnej, ale mamy z tym kłopot i w Polsce. Jako całość gdzieś zagubiliśmy solidarność, nawet, jeśli znamy mnóstwo wzruszających historii. Mam wrażenie, że ze słynnej triady „wolność, równość, braterstwo” – w okresie słusznie minionym „realnego socjalizmu” nadmiernie i skądinąd nieuczciwie eksploatowaliśmy pojęcie „równości”. Zachwyciliśmy świat krótkim epizodem o nazwie „Solidarność” a potem… rzuciliśmy się ku wolności rozumianej jednak przede wszystkim jako brak zobowiązań i ograniczeń. W dużej mierze przez te lata porzuciliśmy solidarność. Jako młody człowiek zdzierałem gardło krzycząc na ulicach „nie ma wolności bez Solidarności”.  No cóż, więc mamy wolność, ale czy mamy solidarność?  Ona jest bardzo ważna. Bynajmniej nie unieważnia i nie umniejsza pozostałych, a zatem wolności i równości, ale utrzymuje je w równowadze.

Konieczna jest zatem refleksja i działanie. Próbuję nie być naiwny, a mieć nadzieję, że możliwe jest współdziałanie i możemy stać się lepsi. Wymaga to jednak wysiłku, zdolności do rozmowy bez skłonności do prozelityzmu, do zrozumienia, że kluczem jest nie tyle przekonanie innych, ale próba ich zrozumienia. Jeśli nic nie zrobimy w nas samych, nie przewartościujemy wewnętrznie, jeśli nie nauczymy się znosić siebie nawzajem, tolerować siebie i sobie pomagać, to grozi nam autorytaryzm.  Scenariusz demokracja – kryzys – chaos – dyktatura jest bardzo dobrze znaną sekwencją.  Ale tak się zdarzyć nie musi i to ciągle zależy od nas.  Musimy na nowo poukładać się w oparciu o wspólnotę, o współodpowiedzialnością, o solidarność, wtedy jest szansa, że wyjdziemy naprawdę odporniejsi i to w strukturalny sposób.

Autor: Kuba Wygnański, Pracownia Badań Społecznych „Stocznia”